12.14.2013

13) Mamo! Tato! Przestańcie!


Wyjątkowa późna pora nie sprzyjała do nocnych spacerów. Duszne, letnie powietrze nie zdążyło się jeszcze ochłodzić po całodniowym upale, a ludzie woleli pochować się w swoich, chłodnych domach, niż grzać się na zewnątrz. Dlatego widok trzech młodych kobiet, ubranych jedynie w skąpe piżamy, które znikąd pojawiły się na pustej ulicy był zadziwiający. Żadna z nich się nie odezwała, szły w milczeniu, każda pochłonięta własnymi myślami, które zaprzątały im głowy. Wszystkie weszły do niewielkiego domku z numerem siódmym i skierowały się w stronę salonu. Zegar właśnie wybił drugą w nocy.
- Macie jakiś pomysł na tych Dursleyów? – zapytała Nimfadora i zrezygnowana opadła na kanapę, zamykając oczy ze zmęczenia. Dora nie znała wujostwa Harry’ego Pottera i nie miała żadnego pomysłu na to, jak mogłaby ich wykiwać.
- Niestety… - odpowiedziała jej Sara, będąc mało pomocną, a potem uśmiechnęła się promiennie. – Ale coś mi się wydaję, że na zebraniu iskrzyło.
- Gdzie? – zdziwiła się Tonks, nie wiedząc o czym mówi jej przyjaciółka. Amelia chyba zrozumiała Lucky, bo zaśmiała się wesoło, patrząc znacząco na Dorę, która rozłożyła szeroko ręce.
- Nie gdzie, a między kim – poprawiła ją Sara. – Lupin na ciebie leci.
- Ja i Remus?! – Tonks zakrztusiła się własną śliną, ale jak tu nie być zszokowanym tak absurdalnym pomysłem? Przecież Nimfadora do niedawna nie dogadywała się z wilkołakiem i nie było mowy o jakimkolwiek iskrzeniu z wielu powodów. – Czy ty postradałaś zmysły?
- To oczywiste, skarbie! Biorąc pod uwagę ten miły gest, jakim było pożyczenie tobie swetra, a także fakt, że rozmawiał tylko z tobą… - Lucky poruszała sugestywnie brwiami. – No weź przecież on nie jest taki zły. Inteligentny, miły, troskliwy no i swego czasu musiał być naprawdę niczego sobie.
- Przesadzasz! Był po prostu miły i… Rozmawiał też z Syriuszem. Z resztą miałaś mnie z nikim nie swatać, Saro! – oburzyła się Tonks, zerkając srogo w stronę Lucky. – Lepiej mi powiedzcie, co ja mam zrobić.
- Może po prostu napiszesz list – zaproponowała siedząca na pobliskim fotelu Amelia, machając wesoło nogami.
- List?
- Tak, list z informacją, że… no… - Panna Robinns usilnie próbowała coś wymyśleć, drapiąc się po blondwłosej głowie.
- Że wygrali jakiś konkurs – odezwała się Sara, zadowolona ze swojego pomysłu.
- To jest to! – wykrzyknęła zachwycona Tonks. Usiadła przy stole, wyjmując wcześniej ozdobny papier, kopertę oraz pióro z komody i zaczęła pisać. – Szanowni Państwo Dursley… Jaki mogliby wygrać konkurs?
- Taki, z którego się ucieszą – zauważyła Robbins, a Tonks wyjęła z kieszeni niewielką karteczkę, którą dostała od Szalonookiego i zerknęła na nią.
- Hm… Wiem! Najlepiej utrzymany trawnik w mieście!
- Co za głupota! – prychnęła Sara. – Jeżeli ci mugole się na to nabiorą, to są prawdziwymi kretynami.
- Z tego co pisze tu Moody, to są potwornie głupi i naiwni – zgodziła się z nią Tonks i zaczęła szybko skrobać piórem na papierze. – Napisane! Słuchajcie.
Szanowni Państwo Dursley!
Mam zaszczyt poinformować Państwa o nominacji,
jaką Nasza Szanowna Komisja przydzieliła Państwu w
Ogólnokrajowym Konkursie na Najlepiej Utrzymany Podmiejski Trawnik.
Uprzejmie uprasza się Państwa o przybycie na Regent Street 17 w Londynie
dnia 01.08.1995 br. o godz. 19 00

Redaktor naczelny magazynu „Zielony Trawnik”
Victoria McAdams
- No i super! Teraz tylko usuń kleksy z pergaminu i wyślij! – powiedziała Sara, podczas gdy Tonks zrobiła krótką przerwę w adresowaniu koperty, by zmierzyć Lucky morderczym spojrzeniem.
- Ale przecież to nie dojdzie… - zauważyła Amelia, a jej towarzyszki spojrzały na nią pytająco. – To mugolska poczta, nie działa tak jak nasza.
- To co teraz zrobimy? To musi być jutro doręczone! – Nimfadora jęknęła zrezygnowana.
- Spokojnie, Tonks! Słuchaj, rano teleportuję się tam i będzie po sprawie! – zaoferowała swoją pomoc Sara, a następnie sięgnęła do siatki, którą przyniosła do Tonks poprzedniego wieczoru i otworzyła paczkę Fasolek wszystkich smaków.
Kolejne godziny wypełniały słodycze, plotki, muzyka oraz niepohamowane wybuchy śmiechu. Trójka przyjaciółek bawiła się głośno i wyjątkowo dobrze, tak jakby zapomniały o tym, że niedawno wydarzyło się coś niepokojącego i powinny być bardziej zainteresowane sytuacją związaną z dementorami niż tym, że jeden z pracowników Departamentu Magicznych Gier i Sportów zdradził znajomą Sary, która po tym wydarzeniu zwolniła się z Ministerstwa, bo podobno zbyt często go widywała. Dopiero około godziny czwartej ledwo żywe dziewczyny zamilkły. Jednak nie musiały długo czekać na sytuację, która by je rozbudziła, bo już po chwili ktoś zaczął głośno otwierać drzwi.


- Cicho, obudzisz Dorę! – odezwał się ktoś szeptem, a potem rozległ się cichy chichot. Tonks od razu rozpoznała głos swojej matki, chociaż był nieco inny niż zwykle.
- Przecież jestem cicho! – powiedział jej ojciec basowym tonem i także zaczął się śmiać. Dorze zrobiło się gorąca, nagle poczuła, jak jej twarz oblał rumieniec wstydu. Od razu było słychać, że jej rodzice są pijani i w sumie nic w tym złego, gdyby nie to, że Nimfadora gościła Sarę i Amelię. Tonks spojrzała na przyjaciółki z głupim wyrazem twarzy, a one uśmiechnęły się niezręcznie, próbując chyba dodać jej otuchy. Upokorzona Dora, była pewna, że zaraz zaczną się z niej śmiać.
Państwo Tonks weszli do środka, robiąc przy tym sporo hałasu. Andromeda bez przerwy chichotała, co nie leżało w jej naturze, bo była z reguły poważną kobietą. Nimfadora w tym momencie najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Czuła, że jej stopy są na trwałe przytwierdzone do podłogi, nie mogła się ruszyć ani nic zrobić, a jej przyjaciółki nadal tkwiły w tym samym miejscu, czując się pewnie tak samo niezręcznie jak ona.
Przez otwarte drzwi salonu weszli państwo Tonks. Ted całował Dromedę namiętnie po szyi, a ona śmiała się, powtarzając cały czas:
- Teddy, jeszcze Dora nas usłyszy…
Tonks spojrzała zażenowana na przyjaciółki, które odwróciły wzrok. Nie dziwiła się im. Nikomu nie życzyła widoku swoich rodziców w takiej sytuacji. To powinno być karalne!
- Cicho, ta noc jest nasza, a Dory przecież tu nie ma… - mruknął pan Tonks i ponownie zaczął całować swoją żonę. Tonks skrzywiła się z obrzydzeniem. Miała wrażenie, że zaraz zwróci słodycze, które pochłonęła tej nocy w dużych ilościach. Zastanawiała się, czy jej rodzice muszą to robić. Tonks odzyskała głos dopiero, gdy teatrzyk, który odgrywali państwo Tonks, zaczynał mieć zabarwienie bardziej… intymne.
- Mamo, tato, przestańcie!
Rodzice Nimfadory natychmiast przerwali wykonywaną czynność. Zaskoczeni spojrzeli na swoją córkę, a następnie, z jeszcze większym przerażeniem wypisanym na twarzach, na jej przyjaciółki. W ciągu ułamka sekundy odskoczyli od siebie, tak by dzieliła ich bezpieczna odległość. Andromeda wydawała się w tym momencie równie czerwona co jej elegancka sukienka, a twarz Teda przybrała kolor podobny do białej koszuli, którą miał na sobie.
- Eee, dobry wieczór, dziewczynki… Jest trochę późno i może… Może ja już się położę… - wydukała Dromeda i szybkim krokiem wyszła z salonu, potykając się o własne nogi. Tonks położyła ręce i na biodrach i spojrzała złowrogo w stronę ojca. W tym momencie, nie licząc kolorowych włosów i niebyt schludnych ubrań, złudnie przypominała swoją matkę, gdy ta karciła ją za stłuczenie wazonu.
- Zechciałbyś mi to wytłumaczyć? – zapytała, unosząc brew do góry, a Ted odchrząknął znacząco, licząc na to, że ukryje w ten sposób zakłopotanie.
- Myśleliśmy, że śpisz.
- Czemu miałabym spać? – zadała kolejne pytanie. Tym razem mniej zła, a bardziej rozbawiona zachowaniem ojca, który zawsze wiedział co powiedzieć, a teraz najwidoczniej zabrakło mu języka w gębie.
- No, a propos spania, to ja już pójdę do sypialni – oznajmił Ted i zniknął z pokoju równie szybko co jego żona. Dora odwróciła się na pięcie i spojrzała na swoje przyjaciółki, które z trudem, ale dzielnie i wytrwale powstrzymywały śmiech.
- To wcale nie jest śmieszne! – oburzyła się Nimfadora, zaciskając usta w cienką linię.
- Właśnie, że jest… - wydukała Sara i nie mogąc wytrzymać dłużej, zaczęła się śmiać. Po chwili dwie pozostałe dziewczyny dołączyły do niej.
Chichotały długo i głośno, dopiero około szóstej zasnęły z szerokimi uśmiechami na twarzach. Rano o godzinie dziewiątej Tonks otworzyła leniwie oczy i dostrzegła stojącą nad nią postać.
- Tonks, obudź się – powiedziała uśmiechnięta Amelia i potrząsnęła Dorę lekko za ramię.
- Daj spokój, nie idę na pierwszą lekcją… - mruknęła sennie Tonks i przewróciła się na drugo bok.
- Złotko, my nie jesteśmy w Hogwarcie! – zaśmiała się radośnie Sara, czesząca swoje długie włosy. Amelia zachichotała pod nosem, a Nimfadora zamknęła oczy, żeby uświadomić sobie co wydarzyło się ostatniej nocy. Były w jej domu, a dokładniej w salonie… Hogwart skończyły już pięć lat temu, a pomyliła się tylko dlatego, że to właśnie Amelia zawsze budziła ją przed lekcjami. Tonks usiadła na kanapie, drapiąc się po głowie i rozglądają dookoła. Wszędzie było mnóstwo papierków po słodyczach i butelek, których zawartość dawno została opróżniona. Sara i Amelia przyszły do niej na piżamową imprezę, a później Moody wezwał je do Kwatery Głównej. Sytuacja była nieciekawa, Harry został wyrzucone ze szkoły, Nimfadora otrzymała zadanie wywabienia jego wujostwa z domu, a kiedy wróciła z przyjaciółkami do domu… Tonks od razu się rozbudziła i wytrzeszczyła szeroko oczy. To nie mogła być prawda.
- Dziewczyny, śniło mi się coś… - zaczęła niezręcznie, bojąc się, że to nie była nocna mara, a jawa. – Czy moi rodzice robili coś dziwnego.
- Nie – powiedziała poważnym tonem Sara, a Dorze od razu ulżyło. Jednak nie na długo, bo Lucky zabrała ponownie głos. – Tylko wpadli tutaj kompletnie pijani i zaczęli się całować.
- Na Merlina, co za wstyd! Przepraszam was za to… - mruknęła zawstydzona, a zarazem zła na swoich rodzicieli. Mama myśli, że może mi robić wyrzuty, bo się z kimś całowałam, a ona sama nie jest lepsza, pomyślała rozzłoszczona.
- Daj spokój, Tonks. Każdemu się mogło zdarzyć… - uspokoiła ją Robinns, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki. – Moim zdaniem to nawet uroczę, że nadal okazują sobie miłość.
- Mówisz tak tylko dlatego, że to nie byli twoi rodzice.

- Wcale nie! Będziemy już lecieć – zaperzyła Amelia. Tonks była w stanie nawet uwierzyć w jej słowa. Panna Robinns była romantyczką, która od zawsze marzyła o wielkiej miłości aż po grób, a trzeba było przyznać, że państwo Tonks takową odnaleźli w swoim życiu.
- Nie chcecie zostać na śniadaniu?
- Dzięki, ale nie. Przecież muszę dostarczyć przesyłkę. – Sara pomachała jej przed nosem kopertą, która jeszcze dziś miała się znaleźć u Dursleyów.
Przyjaciółki pożegnały się z Tonks i deportowały się z jej ogródka. Nimfadora westchnęła, zastanawiając się, kiedy znowu przydarzy się okazja by spędzić wspólnie czas. Dorosłe życie sprawiło, że nie były tak blisko siebie, jak za czasów szkoły.
Dora skorzystała z tego, że jej rodzice jeszcze śpią, co nie było wcale dziwne, biorąc pod uwagę, w jakim stanie wrócili do domu i udała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic, uczesała swoje, dziś niebieskie włosy i ubrała się w szare, dresowe szorty i fioletową bokserkę. Uśmiechnęła się do swojego odbicia i zbiegła do kuchni, potykając się przy okazji kilkakrotnie, by zaparzyć sobie kawę.
Usiadła w swoim zwyczaju na blacie i z gorącym kubkiem w dłoniach zaczęła rozmyślać. Ostatnio zdarzało jej się to coraz częściej. Siedziała i myślała o wszystkim, co otaczało ją dookoła. Dawniej nie potrafiłaby zatrzymać się na chwilę, by rozmyślać nad swoim życiem. I pewnie tego dnia ta czynność zajęłaby więcej czasu, gdyby do kuchni nie weszła jej matka. Gdy tylko się pojawiła, pomieszczenie wypełnił, znany Tonks, odór alkoholu. Andromeda miała podkrążone oczy i rozczochrane włosy, ubrana w swój czerwony szlafrok w niczym nie przypominała tej rozchichotanej kobiety, która wróciła nad ranem do domu. Dromedzie chwilę zajęło zanim zorientowała się, że w kuchni oprócz niej, jest również Nimfadora, ale gdy ta informacja dotarła już do jej świadomości, zaczęła rozpaczliwie przepraszać córkę.
- Doro. Doruniu… - rozpoczęła swoją tyradę. - Skarbie, tak bardzo cię przepraszam… Wiem, zachowaliśmy się z ojcem karygodnie. Wybacz mi, córciu.
Cała sytuacja bardzo śmieszyła Tonks, tym bardziej w momencie, gdy jej matka dostała nagłego ataku czkawki. Jako wzorowa córka, postanowiła się trochę zabawić i podroczyć z Andromedą.
- Doprawdy? Nie mogłaś o tym pomyśleć, zanim narobiliście mi tyle wstydu przed Sarą i Amelią? Sądzisz, że jedno przepraszam załatwi całą sprawę?
- Córeczko, ja rozumiem, że jesteś zła, ale błagam… Trochę ciszej… - poprosiła Dromeda i zaczęła masować sobie skronie. Nie wiedzieć czemu, ale widok matki dręczonej kacem, bardzo bawił Nimfadorę.
- Musisz ponieść konsekwencje za swoje winy! Nie dość, że się upiliście, to jeszcze zachciało wam się wylewnego okazywania uczuć. A do mnie miałaś pretensje, jak całowałam się z Billem…
- Kochanie, tyle razy cię już przepraszałam, Billa też… Nie wiem czy on mi to kiedykolwiek wybaczy, nawet po waszym ślubie, ale proszę… Wiem, że ja i tata zachowaliśmy się jak smarkacze i że twoje przyjaciółki to widziały, ale błagam cię… - przepraszała ją Andromeda.
Tonks nagle zaczęła się śmiać. Nie wiedziała do końca dlaczego. Może to przez wzmiankę na temat jej ślubu z Billem czy też, dlatego że matka nigdy tak gorliwie jej nie przepraszała. - Dlaczego się śmiejesz?
- Bo żadnego ślubi nie będzie! - Dora śmiała się w głos. - Nie jestem już z Billem. Sara z Amelią również się z was śmiały, tak samo ja! Zachowaliście się wczoraj, jak dzieciaki złapane na gorącym uczynku!
- Słucham? Jak to ty i Bill nie jesteście już razem?! - wykrzyknęła Andromeda i natychmiast tego pożałowała, bo głowa rozbolała ją jeszcze bardziej. Tonks roześmiała się jeszcze głośniej.
- Tak to! Zerwaliśmy. - Wzruszyła nieznacznie ramionami. - No, a ty, moja droga panno, masz nierobić już nigdy więcej takich scen! - powiedziała władczym tonem, którego często używała jej matka, keidy zwracała się do niej. - To się tyczy także ciebie, zrozumiano!? - zwróciła się do swojego ojca, który właśnie wszedł do kuchni w piżamie.
Resztę przedpołudnia spędziła w domu wraz z rodzicami, naśmiewając się z ich poimprezowago stanu i zachowania w ciągu nocy. Wiedziała, że naigrywanie się z bliskich nie powinno sprawiać jej satysfakcji, ale nie mogła nic na to poradzić. W końcu dała im w spokoju przeżyć swe męki i wyszła. Deportowała się na Grimmauld Place i wbiegła do Kwatery Głównej, gdzie runęła na ziemię z łoskotem, gdy tylko minęła próg.
- MENDY! ZDRAJCY! MUTANTY! WILKOŁAKI! PLUGAWE SZLAMY! - Walburgia rozpoczęła swą wyliczankę z ram swojego obrazu. Nimfadora przeklnęła, jednak ciotka skutecznie zagłuszała.
- Tonks, na litorść boską! Nie możesz uważać?! - zawołała Molly, która wybiegła z kuchni i podjęła próbę zasłonięcia portretu. Gdy już się z nim uporała, dodała szeptem: - Nic ci nie jest?
- Nie rozumiem, dlaczego Syriusz nie wyrzuci tego cholerstwa? - zapytała, próbując odstawić nieszczęsną nogę trola, przedmiot całego zamieszania, na miejsce. Molly zaprowadziła ją do kuchni, gdzie przy stole siedzieli Remus, Syriusz oraz młodzi Weasleyowie razem z Hermioną.
- Zjesz coś, kochanie?
- Nie, Molly - podziękowała i przysiadła się do swojego kuzyna. - Jak się macie, chłopaki?
- Tonks, moja ulubiona kuzynka! - zawołał uradowany Syriusz i uśmiechnął się szeroko. - Tym razem w pełni ubrana…
- Zamknij się! - oburzyła się Dora. - Jeśli tak ma wyglądać nasza rozmowa, to ja chyba wrócę do domu.
- Nie, zostań - poprosił Black, uśmiechając się wciąż. - Chciałem ci coś pokazać. Remus, idziesz z nami? - spytał swojego przyjaciela, a Lupin skinął głową i wstał powoli. Cała trójka wyszła z kuchni. Black zaprowadził ich na drugie piętro, wchodząc po skrzypiących schodach. Szli wzdłuż korytarza, na którego końcu były drzwi. Tonks myślała, że pokój, który się za nimi kryje, jest celem ich podróży, jednak Syriusz zatrzymał się przy wejściu do pomieszczenia obok. Nimfadora przystanęła obok niego, a za nią stanął Lupin. Dora spojrzała wyczekująco na kuzyna, a on
wskazał na mahoniowe drzwi, na których zawieszona była tabliczka z wygrawerowanym napisem: Andromeda Black.

- Pokój mamy? - zdziwiła się dziewczyna, a Syriusz tylko przytaknął. Dora nacisnęła niepewnie klamkę i wstrzymując oddech, otworzyła drzwi. Sama nie wiedziała, czego się spodziewała. W pokoju panował półmrok, dwa duże okna zasłonięte były zielonymi zasłonami. Syriusz wyminął Nimfadorę i je odsłonił. Deszcz lał za oknem, chociaż, gdy Tonks wchodziła do Kwatery Głównej, świeciło słońce.
- Taka pogoda utrzymuje się tu, od momentu kiedy twoja matka uciekła z domu - powiedział spoglądając na zewnątrz. - Okno jest zaczarowane, możesz zmienić pogodę, kiedy zechcesz. O ile się nie mylę, macie to w Ministerstwie - wyjaśnił, a Tonks kiwnęła głową i weszła do pokoju. Syriusz wyciągnął różdżkę i sprawił, że do pokoju wpadły promienie słońca. - Zawsze lubiłem tu przesiadywać, było inaczej niż w innych pokojach.
Elegancka, srebrno-zielona tapeta była pozaklejana w niktórych miejscach plakatami, a z sufitu zwisał ozdobny, kryształowy żyrandol. Przy ścianie stało duże łóżko, a pod oknem drewniane biurko. W głębi pokoju ustawiono dużą, dębową szafę. Była pusta, tak samo jak storjąca po przeciwległej stronie komoda. Widocznie nikt nie wchodził do tego pokoju od czasu ucieczki Andromedy, która zostawiła ten pokój w całkowitym nieładzie, pośpiesznie się pakując. Nimfadora podeszła do komody, na której stały różne fotografie. Na jednej znich uwieczniono trzy dziewczynki: jedna z nich była wysoko i szczupła, miała ciemne, lśniące włosy i czarne błyszczące oczy, takie jak Nimfadora, któe przysłaniały ciężnie powieki ozdobione wachlarzem rzęs. Druga z nich była podobna do poprzeniej nastolatki, a Tonks rozpoznała w niej swoją matkę. Różniła się od swojej siostry, Bellatrix, łagodniejszym wyrazem twarzy i kolorem włosów, które były o wiele jaśniejsze, gdyby nie to, możnaby je wziąć za bliźniaczki. Trzecia, najmłodsza - Narcyza była śliczną dziewczyną o długich, blond włosach i bladoniebieskich oczach. Miała wyniosły wyraz twarzy, jak jej najstarsza siostra. Tonks odłożyła zdjęcie na komodę i zaczęła znowu rozglądać się po pokoju.
- Chciałem ci go pokazać od razu, ale zawsze byłaś zajęta. Wiesz, to Bill, to praca, to pełnia… I tak sobie pomyślałem, że jak jesteś tutaj, to od razu robi się weselej i… - mówił Syriusz, drapiąc się po głowie. - Gdybyś chciała czasami tu przenocować, to mógłby być twój pokój. Rzecz jasna przydałoby się tu trochę posprzątać i ogólnie ogarnąć, ale…
- Dziękuję, Syriuszu! To świetny pomysł!
- Syriuszu, Stworek znowu przemyca jakieś starocie! - zawołała z dołu Molly, a Syriusz wykrzywił niezadowolony usta. Stworek był skrzatem domowym, służącym Blackom, którego Tonks miała nieprzyjemność poznać podczas ostatniej wizyty. Bardzo cierpiał po śmierci swojej ukochanej pani, matki Syriusza. Uważał cały Zakon za plugawych zdrajców krwi i za każdym razem próbował ukryć jakieś stare, drogocenne pamiątki, które kuzyn Dory chciał wyrzucić. Black przeklnął pod nosem i wyszedł z pokoju, zostawiając Remusa i Tonks samych. Nimfadora ciągle czuła się w towarzystwie Lupina dość nieswojo, wolała, żeby jej kuzyn był przy nich. Dziewczyna miała ciarki na plecach, spowodowane wzrokiem mężczyzny, który uporczywie się jej przyglądał. Jedyną ucieczką dla niej, było rozejrzenie się po pokoju.

- Kto to? - zapytała Tonks, nie mogąc dłużej znieść niezręcznej ciszy. Stanęła przy jednym z plakatów, który przedstawiał czterech mężczyzn w identycznych garniturach i staromodnych fryzurach.
- To Beatelsi, fantastyczny, mugolski zespół. Andromeda, to znaczy twoja mama, pokazała go Syriuszowi, a on mnie i pozostałym Huncwotom. Wkrótce Łapa zaczął słuchać innych zespołów, cięższej muzyki, a ja do dziś jestem wiernym fanem Beatelsów - wytłumaczył Remus, podchodząc bliżej dziewczyny i z delikatnym uśmiechem na twarzy spojrzał na podobiznę muzyków.
- Musisz mi kiedyś pokazać jakąś ich płytę. Chętnie posłucham tego co mama - powiedziała i uśmiechnęła się pogodnie. Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju, w którym od ponad dwudziestu lat gromadził się kurz i liczne pajęczyny. Wyciągnęła różdżkę zza pazuchy i wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, które miało sprawić, że cały pokój zacząły lśnić. Jednak nic się nie wydarzyło, nie licząc kilku bahanek, które wyfrunęło z firan. Tonks spłonęła rumieńcem, na co Remus zaczął się śmiać. - Nigdy nie byłam dobra w sprzątaniu…
- Pozwól, że ci pomogę - zaoferował się Lupin, również wyjął swoją różdżkę i bez wypowiadania formułki zaklęcia, wykonał delikatny gest dłonią. Nagle wszystko w pokoju zaczęło się samo sprzątać, kurze i pajęczyny zniknęły, książki zaczęły układać się równo na regale, pościel wystrzepała się i ułożyła z powrotem na łóżków, zdjęcia poustawiały się elegancko na komodzie, a szuflady szafy zamknęły się, ukrywając poukładane ubrania, których Andeomeda nie zdązyła zabrać. Pokój wyglądał zupełnie inaczej, wydawał sie większy, ładniejszy i o wiele bardziej zdatny do użytku. Nimfador amruknęła z podziwem i podeszła do regału.
- Mama chyba lubiła czytać. Znaczy nadal lubi, ale żadko jej się zdaża usiąść z książką - powiedziałą, sięgając po jeden z tomów oprawionch w skórę. - Zakochana w wampirze… Romansidło, fuj! - zawołała z obrzydzeniem i teatralnym gestem odrzuciła książkę na łóżko, co widocznie rozbawiło Lupina.
- Tutaj nic innego nie znajdziesz, ale mogę ci coś pożyczyć. Oczywiście jeśli chcesz… Mam sporą biblioteczkę i do tego różnorodną. Napewno znalazłabyś coś dla siebie. Mój pokój jest zaraz obok, a Syriusza tuż nad nami - powiedział Remus, a potem wymienili przyjazne uśmiechy i razem zeszli na dół.
- Molly, pomogę ci! - zawołała ochoczo Tonks, gdy tylko zjawili się w kuchni. Chwyciła talerze, chcąc rozłożyć je na stole, jednak potknęła się o własne nogi i upuściła naczynia, które roztrzaskały się o podłogę. - Merlinie! Molly, przepraszam cię, ja nie chciałam! Potknęłam się…
- Nic się nie stało, kochanieńka. Zaraz się tym zajmę, a ty już usiądź - zapewniała ją pani Weasley i jednym machnięciem różdżki naprawiła talerze.
Nimfadora już nie pomagała w przygotowaniach do obiadu, było to po prostu bez sensu. Jej zdolności manualne nie były zachwycające, ale tego dnia już dwukrotnie udowodniono jej, że ludzie potrafią czarować lepiej niż ona. Chwilę później wszyscy domownicy zasiedli do posiłku, a ich głównym tematem było przeniesienie Pottera do Kwatery, które miało się odbyć następnego dnia.

- Właśnie, Tonks - zaczął Black - zapomniałem się spytać. Załatwiłaś wszystko z Dursleyami?
- Tak, wcisnęłam im kit, że wygrali konkurs. Mieliśmy nadzieję, że dadzą się nabrać.
- Fantastycznie, jutro spotykamy się tutaj o osiemnastej i teleportujemy się na Privet Drive - oznajmił Remus.
Tonks została na Grimmauld Place do wieczora. Postanowiła, że któregoś dnia wpadnie tu i doprowadzi pokój swojej mamy do stanu użytku i niejednokrotnie skorzysta z propozycji Syriusza.

1 komentarz:

  1. Heej! Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem wyjątkowo upierdliwa, ale bardzo, bardzo, bardzo Cię proszę o częstsze dodawanie rozdziałów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń