10.16.2013

3) Czasami warto powspominać

                Jasne promienie letniego słońca przedzierały się przez zasłony i padały na twarz Nimfadory Tonks, która dopiero przed chwilą się obudziła i z uśmiechem na ustach rozglądała się dookoła. Pokój Dory był niewielki i również niewiele w nim się zmieniło, od kiedy była dzieckiem. Ściany utrzymane w bardzo jasnym odcieniu różu przykrywały liczne plakaty z podobiznami ulubionych muzyków Nimfadory, a także najlepszymi drużynami quidditcha. Na lewo od drzwi stała duża sosnowa szafa, której drzwi były otwarte, a ze środka wysypywały się niestarannie poskładane ubrania. Naprzeciwko szafy stało duże łóżko z niezliczoną ilością puchowych poduszek, na którym właśnie leżała zaspana Dora, a obok niego niewielka szafka nocna. Po środku leżał wielki, okrągły, frędzlowaty dywan, przykryty ubraniami, których Tonks nie wrzuciła do szafy.
                Tonks przeciągnęła się, ziewając. Owinięta szczelnie puszystym szlafrokiem, który zawsze leżał rzucony na ramę łóżka, udała się do pomieszczenia naprzeciwko swojego pokoju. Nimfadora wzięła szybki, zimny prysznic, który momentalnie ją rozbudził. Okryta ręcznikiem, stanęła naprzeciw lustra i zmierzwiła ręką swoje krótkie, mokre, różowe włosy, które sterczały we wszystkie strony.
- Tonks, nie jest z tobą dobrze – skrzywiła się do swojego odbicia, patrząc na wory pod oczami. Uśmiechnęła się i zacisnęła mocno powieki, wyglądała, tak jakby silnie próbowała sobie coś przypomnieć, a jej włosy wydłużyły się do ramion i zmieniły kolor na jasnofioletowy. Otworzyła oczy i przyjrzała się swojemu odbiciu. Zaczesała fioletowe kosmyki za uszy i pokiwała z aprobatą głową: - Teraz to mi się podoba.
                Niecały kwadrans później wyszła z łazienki w pełni uczesana i ubrana. Nie wiedziała, czemu postanowiła dzisiaj tak skupić się na swoim wyglądzie. Dzisiejszy dzień miał być jednym z tych dni, które były dla Nimfadory wielkim znakiem zapytania. Tonks nie mogła się doczekać, aż w końcu ta sprawa się rozwinie. Nie znosiła czekać bezczynnie, to było jeszcze gorsze od ogromnego ryzyka. Dora zbiegła schodami na parter, ale zamiast zatrzymać się na ostatnim stopniu, przez swą niezdarność, przewróciła się strącając ze stoliczka duży, wzorzysty, niebieski wazon, który rozsypał się w drobny mak. Dziewczyna jęknęła przeciągle, łapiąc się za kolano, które najprawdopodobniej poważnie sobie zbiła. W wejściu do kuchni pojawiła się nagle kobieta średniego wzrostu o ciemnych włosach związanych w długi, gruby warkocz i czarnych jak perły oczach, które spoglądały na leżącą wśród odłamków Tonks z niedowierzeniem.
- Cześć mamo. Nie lubiłaś tego wazonu, prawda? – spytała Nimfadora, szczerząc się do kobiety, która z dezaprobatą pokiwała głową i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Nimfadoro, ile razy ci już mówiłam, że masz zacząć uważać? – zapytała z wyrzutem Andromeda Tonks.
- A ile razy prosiłam cię, żebyś nie mówiła do mnie Nimfadora? – wywróciła oczami Tonks, podnosząc się z ziemi i otrzepując ubrania, podczas gdy jej matka skinieniem różdżki naprawiła wazon i ustawiła go z powrotem na stoliczku.
- Będę cię tak nazywać, bo to twoje imię – oznajmiła dosadnie Dromeda i wróciła do kuchni, a uśmiechnięta Tonks podążyła za nią.
- Cześć, tato! – przywitała się z mężczyzną siedzącym przy stole i czytającym gazetę. Podeszła do niego i pocałowała w policzek, na co on uśmiechnął się.
- Więc to ty spowodowałaś ten hałas. Co tym razem ucierpiało? - zapytał uśmiechnięty Ted Tonks. Ojciec Dory był w miarę wysokim mężczyzną o błękitnych oczach i jasnych, przerzedzonych włosach. Ted w młodości był bardzo przystojnym mężczyzną, teraz, choć jego urok nie zniknął, uroda z biegiem czasu go opuściła. Tonks jednak uważała, że jej tata i ten jego misiowaty brzuszek, którego się dorobił, jest najwspanialszy na świecie.
- Ten obrzydliwy wazon z przedpokoju – odpowiedziała Tonks, siadając naprzeciw ojca przy kuchennym stole. – Moim skromnym zdaniem, wyglądał o wiele lepiej rozbity na podłodze. – stwierdziła z całkowitą powagą Nimfadora, a jej ojciec zaczął się śmiać, cały się przy tym trzęsąc.
- Ted! – skarciła go żona, wymierzając w niego nożem, którym właśnie kroiła warzywa, a jej mąż natychmiast spoważniał, chociaż ciągle uśmiechał się do gazety. – Nimfadoro, masz ponad dwadzieścia lat, a mimo to jesteś tak roztrzepana, tak nieuważna i niepoważna… Jesteś aurorem, to bardzo odpowiedzialna praca, a ja u ciebie nie widzę ani odrobiny tej odpowiedzialności – tłumaczyła jej z zaangażowaniem Andromeda, a Nimfadora za jej plecami wywróciła teatralnie oczami. Nie wiedziała czemu, ale kazania jej mamy sprawiały, że natychmiast się wyłączała. – Wszystko traktujesz jako zabawę. Tak nie można, powinnaś się zmienić – zakończyła swój wywód Dromeda, podając córce śniadanie.
- Mamo, przy każdym śniadaniu mówisz to samo… Ja nie chcę się zmieniać. Ważne jest to, żeby lubić siebie takim, jakim się jest – skwitowała Nimfadora i podniosła się z miejsca, żeby sięgnąć po sztućce. Dromeda jednak nie dawała za wygraną.
- Kochanie, ale ja ciebie proszę, spoważniej trochę. Może na dobry początek przestań ciągle zmieniać kolor włosów na tak absurdalne barwy jak ta – powiedziała błagalnym głosem, przeczesując włosy córki, które tego dnia były fioletowe.
- Fioletowy nie jest absurdalny – zaperzyła się Tonks, patrząc złowrogo na matkę.
- Jest ABSURDALNY! – krzyknęła, wyprowadzona z równowagi Andromeda, ale od razu wzięła kilka głębokich wdechów, by się uspokoić. Dromeda nie rozumiała, dlaczego jej córka zachowuje się nadzwyczaj dziecinnie, nieodpowiedzialnie i bez względu na wszystko, nie reaguje na to, co ona do niej mówiła.
- W takim razie ja też jestem absurdalna – stwierdziła, wzruszając ramionami Dora i usiadła, zabierając się za jedzenie. Pewnie dalej ciągnęłaby tą bezsensowną dyskusję, tak jak to robiła codziennie, wykłócając się o swoją rację, ale nie dziś… Przez całe śniadanie zastanawiała się, jaki jest Syriusz i nie zwracała uwagi na oburzone spojrzenia matki.
                   Syriusz Black. Praktycznie nie pamiętała swojego kuzyna, to jednak nie było ani trochę dziwne, w końcu miała zaledwie kilka lat, kiedy go ostatnio widziała. W przeszłości Syriusz siadywał na skraju jej łóżka, odrzucał swoje długie włosy z twarzy i czytywał jej ulubione bajki. Pamiętała jak raz próbował jej wcisnąć jedną ze znienawidzonych przez nią bajek Beatrix Bloxam, a Tonks zwymiotowała na niego od nadmiaru słodyczy. „Azkaban musiał go strasznie zmienić.” – pomyślała, a uśmiech, który wywołały u niej wspomnienia, nagle znikł. Nimfadora pamiętała jego uśmiech, ale czy to okropne miejsce nie sprawiło, że jej kuzyn już nigdy się nie uśmiechnie? Zdając kurs aurorski, Tonks musiała odprowadzić skazańca na port nieopodal Azkabanu. Widziała łzy w oczach tego mężczyzny, a chłód i gęsta mgła wytworzona przez dementorów sprawiła, że jej serce prawie zamarło. Tego dnia również wypuszczano jednego z więźniów po odsiedzianym wyroku. Dora nie widziała w nim już ani krztyny człowieczeństwa, był pustą skorupą. Jego widok przeraził ją tak bardzo, że nie mogła spać przez kolejne kilka dni. Tego bała się najbardziej… że Syriusz po czternastu latach w Azkabanie nie będzie już człowiekiem. Widywała go na listach gończy z pierwszych stron gazet, ale nie widziała w nim tego Syriusza ze swoich wspomnień, a obłąkanego złoczyńcę. Tonks potrząsnęła głową, jakby chciała się pozbyć tej myśli i spróbowała przywołać ze wspomnień twarz kuzyna. Jednak oprócz czarnych jak heban włosów i rozbrajającego uśmiechu, wszystko było rozmazane. „A co jeżeli zmienił się tak, że już go nie poznam?”
                   Nimfadora podziękowała i wstała od stołu, zostawiając niedokończone śniadanie, pozostawiając w kuchni spoglądających na nich ze zdziwieniem rodziców. Nie wróciła do swojego pokoju, przeszła przez korytarz do salonu i rozejrzała się dookoła. Salon Tonksów nie był duży, był wręcz mały, ale dzięki temu przytulny. Ściany pokrywała wzorzysta, oliwkowa tapeta, na której zawieszone były liczne ramki ze zdjęciami. Pośrodku pokoju wyłożonego bukowymi panelami leżał duży, beżowy dywan, na którym stała brązowa kanapa i dwa fotele, a naprzeciw nich telewizor. Tak, telewizor w domu magicznej rodziny – to na ogół niespotykane, ale Ted Tonks, jako czarodziej z rodziny mugoli, czasami lubił obejrzeć mecz czy coś innego w tym prostokątnym pudle. Tuż przy ścianie na lewo od wejścia stał bukowy stół i cztery krzesła. Pod oknem, przez które wlatywały do salonu ciepłe promyki słońca, stała komoda i to właśnie w jej kierunku zmierzała Tonks. Dora przejechała palcem po wierzchu mebla i spojrzała na przedmioty, które na nim stały. Obok kryształowego wazonu ze świeżymi, kolorowymi kwiatami stały fotografie, przedstawiające dzieciństwo Nimfadory – pierwszy lot na miotle, pierwszy rok w Hogwarcie, Tonks kończąca akademię aurorów, a także kilka innych rodzinnych zdjęć, a na każdym z nich miała inny kolor włosów. Dora uśmiechnęła się i odmachała machającej do siebie młodszej Tonks. Ukucnęła i otworzyła szafkę. Większość miejsca zajmowały w niej obszerne albumy z fotografiami, Nimfadora sięgnęła po jeden z nich i trzymając go w ręce, opadła na kanapę. Otworzyła ciężką księgę i zaczęła wertować strony, gdy nagle usłyszała głos matki:
- Zebrało ci się na wspomnienia? – zapytała Dromeda, siadając obok córki z dobrotliwym uśmiechem na twarzy. Tonks doskonale wiedziała, o co chodziło. Andromeda była zbyt dumna, żeby przeprosić swoją córkę, ale dręczyły ją wyrzuty sumienia po każdej ich kłótni. Zawsze przychodziła do Dory, siadała obok i z uśmiechem na twarzy pytała o jakieś mało znaczące sprawy, jakby to był jej naturalny odruch, Tonks odpowiadała na pytania matki ze smutkiem. Kochała Dromedę, ale nigdy między nimi nie było tej więzi, jaką dzielili Ted i Dora. Tonks uśmiechnęła się delikatnie do matki i spojrzała przed siebie, zastanawiając się czy powiedzieć, dlaczego wyciągnęła rodzinne pamiątki.
- Można tak powiedzieć. Zastanawiam się, co robi teraz Syriusz… - skłamała, bo przecież doskonale wiedziała gdzie jest i co robi jej kuzyn. Chciała sobie jedynie przypomnieć jego twarz, zanim spotka go na zebraniu Zakonu Feniksa.
- Ja też, córeczko… Syriusz to był mój ulubiony krewny. Jako jedyny myślał normalnie, nie to co cała reszta, ślepo zapatrzona w idee czystej krwi. Cały ten album jest wypełniony jego zdjęciami, nawet nie wiem, skąd tyle ich mam… - westchnęła i jakby z czułością pogładziła podobiznę Syriusza, który robił głupie miny, siedząc na swoim warczącym motorze. Przewróciła na kolejną stronę i wskazała na zdjęcie gdzie młodziutki, niepełnoletni według Tonks Black, trzymał ją na barana. Nie mogła mieć więcej niż dwa, trzy latka, uśmiechała się wesoło, pokazując swoje nieliczne ząbki i ciągnąc za włosy kuzyna. – Uwielbiał cię, kiedy byłaś mała. Kiedy skończył Hogwart, bywał u nas prawie codziennie – opowiadała Andromeda, podczas gdy Tonks skupiała się na szczegółach twarzy Syriusza. Miał pociągłą buzię o policzkach pokrytych zarostem, za którym krył się wesoły uśmiech i czarnych włosach do ramion oraz szarych oczach, w których błyszczały wesołe ogniki. – O, tu zobacz. To zdjęcie było zrobione, kiedy miałaś jakieś trzy latka. Syriusz przyprowadził swoich przyjaciół, chciał się tobą pochwalić – wyjaśniła jej mama, wygładzając fotografię, z której uśmiechały się i machały do niej cztery osoby. Rozpoznała w nich Syriusza, u którego na kolanach siedziało małe dziecko o niebieskich włosach. Dookoła nich zebrały się jeszcze trzy osoby. Jedną z nich był przystojny mężczyzna o potarganej, kruczoczarnej czuprynie, pociągłej twarzy o mocno zarysowanej szczęce, orzechowych oczach i prostokątnych okularach na nosie, obejmował rudowłosą dziewczynę o pięknych zielonych oczach, która była wyraźnie zainteresowana małą Nimfadorą. Tonks kojarzyła tą dwójkę.
- Mamo czy to nie są przypadkiem…
- Potterowie, tak. To jest James, a to Lily. Dobrana była z nich para. Jamesa znałam już wcześniej, on i Syriusz byli jak bracia. Cały czas żartowali i śmiali się. Twój ojciec bardzo lubił wszystkich Huncwotów, dobrze się z nimi dogadywał. James był również moim przyjacielem – westchnęła Andromeda, patrząc na fotografię ze wzruszeniem. – A Lily… kochana Lily. Poznałam ją dopiero tego wieczoru, nigdy nie widziałam tak inteligentnej i dobrodusznej dziewczyny. Była tobą oczarowana! Gdy cię zobaczyła, oznajmiła, że kiedyś też będzie miała taką córeczkę. Szkoda, że jej się nie udało… - dodała, lekko łamiącym się głosem. Tonks uśmiechnęła się smutno do rudowłosej osóbki, która w tym momencie patrzyła z zachwytem na niebieskowłose dziecko. Malutka Dora śmiała się wesoło do Lily, a James poklepał przyjacielsko po plecach czwartą osobę – mężczyznę o mysich włosach, opadających na jego czoło, lekko przygarbionej postawie i licznych bliznach na twarzy. Na pierwszy rzut oka wydawał się bardzo przygnębiony i zmęczony, ale kiedy przyjrzała mu się dłużej, zauważyła szczery, delikatny uśmiech i wesołe, miodowe oczy, które nadawały jego postaci przyjazną aurę.
- A to kto, mamo? – zapytała, zaintrygowana osobą mężczyzny.

- Remus, przyjaciel Syriusza. Razem z nim, Jamesem i takim Peterem tworzyli naprawdę zgraną paczkę – wyjaśniła Andromeda. – Biedny Remus, nie miał lekko… Po śmierci Jamesa i Lily, zamordowaniu Petera i niesprawiedliwym zamknięciu Syriusza, został zupełnie sam… - zakończyła smutnie Andromeda i zamknęła album. Tonks współczuła temu mężczyźnie, z westchnieniem odłożyła album i posłała mamie uśmiech, który posyłała jej codziennie, mówił on: „Już jest w porządku, nie przejmuj się.” Spojrzała na zegarek, było jeszcze wcześnie, ale dzisiaj Dora nie chciała się spóźnić tak, jak zazwyczaj to się zdarzało. Chwyciła swoją różdżkę i zanim zatrzasnęła drzwi, krzyknęła jeszcze na cały dom, że wychodzi i nie wie, kiedy wróci. Mimo, iż opuściła dom tak, jak na co dzień, to wyjście miało zmienić całe jej życie.

Nawet nie wiecie jak dziwnie jest dodawać te rozdziały od nowa. Przeżywam tą historię od nowa i zauważyłam błędy, które popełniłam.

3 komentarze:

  1. A ja mam taki pomysł, bo skoro masz już gotowe 30 rozdziałów, to może jakaś mała motywacja i stworzenie tej historii na zasadzie "co by było gdyby..." albo mam nadzieję, że naskrobiesz coś dalej, bo coś czuję że te rozdziały szybko się skończą :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 30 rozdziałów już jest gotowych, a inne się powoli piszą. Mam pomysły, mam motywację, czasu trochę brakuje, ale to mały problem. Będę je dodawać co sobotą, może częściej. A co do tej historii "co by było gdyby", to co masz dokładnie na myśli?

      Usuń
  2. No hej, tu AA ;)
    "Jasne promienie, letniego słońca" – a po co tu jest ten przecinek? "Ściany utrzymane w bardzo jasnym odcieniu różu, przykrywały liczne plakaty" – tu też jest niepotrzebny. "…skrzywiła się do swojego odbicia, patrząc na wory pod oczami. Uśmiechnęła się i zacisnęła mocno oczy" – powtórzenie. "…wyglądała tak jakby" – przecinek przed "tak". "Jasnofioletowy" piszemy łącznie. "Co tym razem ucierpiało?- zapytał uśmiechnięty Ted Tonks" – zgubiła się spacja przed myślnikiem. "…trzęsąc się przy tym cały" – zmieniłabym szyk zdania na "cały się przy tym trzęsąc". "Może na dobry początek, przestań ciągle zmieniać kolor włosów na tak absurdalne barwy jak ta" – tutaj przecinek niepotrzebny. "Pamiętała raz jak próbował…" – "Pamiętała, jak raz próbował...". "Pośrodku pokoju wyłożonego bukowymi panelami, leżał duży" – przecinek niepotrzebny. "Ted Tonks, jako czarodziej z rodziny mugoli czasami lubił obejrzeć mecz czy coś innego w tym prostokątnym pudle" – przecinek po "mugoli", bo to słowo kończy wtrącenie. "Obok kryształowego wazony ze świeżymi, kolorowymi kwiatami stały fotografie, przedstawiające dzieciństwo Nimfadory – pierwszy lot na miotle, pierwszy rok w Hogwarcie, Tonks kończąca akademie aurorów, a także kilka innych rodzinnych zdjęć, a na każdym z nich miała inny kolor włosów" – dwie literówki, pierwsza to "wazony" zamiast "wazonu", a druga do "akademie" zamiast "akademię". Chyba, że akademii aurorskich jest kilka i Dora ukończyła przynajmniej dwie ;) "Kochała Dromede" – brak ogonka, powinno być "Dromedę". "…który robił głupie miny, siedząc na swoim, warczącym motorze" – przecinek po "swoim" zbędny. " Tonks skupiała się na szczegółach twarzy Syriusza. Miał pociągłą twarz o policzkach pokrytych zarostem" – twarz i twarz. "James poklepał przyjacielsko po plecach czwartą osobę – mężczyzna o mysich włosach, opadających na jego czoło, lekko przygarbionej postawie i licznych bliznach na twarzy" – chyba powinno być "mężczyznę". "A to kto mamo?" – przecinek po "kto". "Spojrzała na zegarek, było jeszcze wcześnie, ale dzisiaj Dora nie chciała się spóźnić, tak jak zazwyczaj to się zdarzało" – przesunęłabym przecinek sprzed "tak" na po "tak". "Mimo, że opuściła dom, tak jak, na co dzień, to wyjście miało zmienić całe jej życie" – tu wywalić przecinek po "dom" i "jak" a wstawić po "tak". I w poprzednim zdaniu było "że", więc proponuję zmienić to na "iż".
    Rozdział bardzo przyjemny, wprowadza w relację Tonks i jej rodziny. Aż wyobraziłam sobie scenę, w której Lily wyobraża sobie swoją córeczkę. Naprawdę szkoda, że jej się nie udało.
    To poprawiony rozdział, prawda? Zobacz, jak mało błędów ;) Oczywiście były kropki, ale o tym już wiesz ;)
    Coś wolno się posuwam z tymi moimi sekcjami. Po prostu wyskoczyło mi teraz kilka rzeczy na raz, ale myślę, że w czwartek wszystko się unormuje. Moja ambicja to przeczytać pierwszy niepoprawiony rozdział w sobotę. Tam moje wskazówki przydadzą Ci się pewnie bardziej ;)
    Z pozdrowieniami, AA.

    OdpowiedzUsuń