10.12.2013

2) Komu wierzysz?

                Dziurawy Kocioł nie należał do miejsc szczególnie przytulnych. Stare deski podłogi pokrywała gruba warstwa kurzu, który był niezwykle widoczny w promieniach słońca, wpadających do baru przez nieliczne, brudne okienka. Stoły i krzesła wyglądały na bardzo zużyte i nie można było stwierdzić, że są wygodne, a na blacie baru widać było okrągłe wytarcia od kubków. Jednak nie to było najmniej przyjaznym aspektem tego miejsca. Różnorodność tych wszystkich postaci, które pojawiały się w Dziurawym Kotle, była tak ogromna, że nie sposób przewidzieć, kogo tam można spotkać. Tak, więc nikogo nie zdziwił, a nawet nikogo nie zainteresował, widok dwóch młodych kobiet, siedzących przy jednym ze stolików. Energiczna brunetka rozglądała się dookoła, co jakiś czas zatrzymując spojrzenie na przechodzącym mężczyźnie, a druga dziewczyna, o krótkich, różowych włosach i czarnych oczach rysowała bliżej nieokreślone wzory w grubej warstwie kurzu na stole.
- Tonks, a może ten? – odezwała się szeptem Sara, wskazując na młodego, przyjemnego faceta, który właśnie odbierał swoje zamówienie przy ladzie. – Jest całkiem niezły…
- Zajmij się swoim obiadem. Zaraz mi się przerwa skończy – mruknęła Tonks. – Zresztą wiesz, jakich dziwnych typów można tu spotkać.
- Tak, na przykład takich dziwnych typów jak my… - zaśmiała się Lucky, odrzuciła swoje długie loki i mrugnęła zalotnie do chłopaka, o którym przed chwilą mówiła. Tonks pokiwała jedynie głową i wróciła do rysowania w kurzu. Z westchnieniem zastanowiła się, co ją jeszcze czeka dzisiejszego dnia. Musiała wrócić do Ministerstwa, napisać parę raportów dotyczących niewielkich przewinień z tego tygodnia, oddać je Szalonookiemu i wtedy będzie w końcu wolna. Wróci do domu i położy się spać. „Chyba, że wpadnie nam jakieś zlecenie, ale to się nie zdarza, od kiedy pojawił się cały ten szum wokół Dumbledore’a i Harry’ego Pottera.” – pomyślała Nimfadora.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytała Sara, machając Tonks ręką przed twarzą.
- Tak, ale mogłabyś powtórzyć… - powiedziała Dora, uśmiechając się promiennie do przyjaciółki, a ta wywróciła oczami.
- Właśnie mówiłam o tym, że nie możesz tak dalej egzystować!
- Tak, czyli jak? – zapytała różowowłosa i uśmiechnęła się z politowaniem.
- Samotnie! Ciągle czekasz na Billa. Dziewczyno, to już pięć lat! – zawołała Sara, patrząc na nią poważnie.
- I poczekam jeszcze pięć – stwierdziła stanowczo Dora, zdenerwowana już podejściem Sary.
- To chore… On może nie wrócić… albo wrócić z inną… albo wrócić i cię nie kochać… albo… - mówiła z przejęciem Lucky.
- Albo, co? Saro, daj spokój – zaperzyła Tonks. – Ufam mu. Jeśli obiecał, że wróci, to wróci.
- Ty za bardzo ufasz ludziom. To cię kiedyś zgubi, a w szczególności w zawodzie aurora.
- Gdybym nie ufała ludziom, skończyłabym jak Szalonooki – stwierdziła Nimfadora, podnosząc się z miejsca i dodała: - Któremu właśnie biegnę zdać raporty z tego tygodnia. Odezwę się później. – Wzięła swoje rzeczy i udała się z powrotem do Ministerstwa Magii, w którym pracowała w Biurze Aurorów. Dora wbiegła do swojego boksu, gdzie siedział jej przyjaciel i partner zawodowy Charles Tomson, strącając przy okazji kubek z zimną kawą.
- Najedzona? – zapytał Carl, gdy tylko dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu i machnięciem różdżki posprzątał bałagan, który wyrządziła, przyzwyczajony do takich sytuacji. Dora pokiwała ochoczo głową i powiedziała, siadając za swoim biurkiem:
- Muszę napisać jeszcze kilka raportów dla Moody’ego, ale tak bardzo mi się nie chce.
- Ja właśnie skończyłem ostatni – oznajmił zadowolony z siebie Tomson, a potem zapytał, robiąc piękne oczy: - Mogłabyś go zanieść jak skończysz swoje?
- Czy ty mnie przypadkiem nie wykorzystujesz? – zapytała, śmiejąc się wesoło. – Dawaj te teczki i uciekaj do domu. – Charles z dziecięcą radością podał jej plik szarych teczek i wyszedł, zostawiając ją samą. Tonks, wzdychając co jakiś czas, skrobała piórem po pergaminie przez bite dwie i pół godziny, aż w końcu zamaszystym gestem postawiła na końcu zdania dużą, czarną kropkę i powiedziała dumna z siebie: - Teraz zanieść to Szalonookiemu i wolne na cały weekend.
                Uśmiechnięta Nimfadora przemierzała długi korytarz Ministerstwa, trzymając przed sobą stos wypełnionych aktami teczek. Zatrzymała się prawie na końcu tego korytarza, kopnęła dwukrotnie delikatnie nogą w drzwi i otworzyła je niezdarnie łokciem, żeby móc wejść do środka.
- Hej, Moody! – zawołała od progu. – Mam raporty!
- Połóż je tam – oznajmił bez zbędnych ceregieli siedzący za biurkiem Szalonooki i wskazał ręką komodę stojącą po prawej stronie. Moody był tęgim mężczyzną, który zamiast prawej nogi miał kawałek drewna, wyrzeźbiony na podobieństwo niedźwiedziej łapy, a lewe oko zastąpił sztucznym, magicznym, wprawiającym wszystkich w dyskomfort, niebieskim ślepiem. Jego stara twarz pokryta była licznymi bliznami i bruzdami, nie mógł się także pochwalić całym nosem, lecz tylko jego częścią. Alastor Moody był najlepszy w swoim fachu, potrafił wywęszyć spisek na kilometr, ale, niestety, według licznych zapewnień popadł już w lekką paranoję. Tonks odłożyła teczki w miejscu, gdzie nakazał jej mężczyzna.
- Zrobić coś jeszcze? – zapytała z grzeczności Dora, licząc na to, że auror zaprzeczy i będzie mogła wrócić do domu. Ten jednak zwrócił ku niej swoje magiczne oko, a później to prawdziwe, odrywając się na chwilę od studiowanych dokumentów.
- Usiądź.
- Zdajesz sobie sprawę, że pytałam tylko z grzeczności? – zapytała, wzdychając ciężko, ale ten spojrzał na nią wymownie. Tonks usiadła naprzeciwko Szalonookiego, klnąc się w duchu za to głupie pytanie.
- Chcę ci zadać kilka pytań – oznajmił swoim gburowatym głosem Moody.
- No nie… Nie mów, że chcesz mnie przesłuchać! To już lekka przesada…
- To nie przesłuchanie, zwykła rozmowa – zapewnił Szalonooki i przejrzał ją na wskroś tym swoim przeklętym okiem. Po chwili ciszy odezwał się: - Turniej Trójmagiczny.
- To nie jest pytanie… - zauważyła błyskotliwie Dora. - Ale słyszałam o nim i o tym, co się stało.
- Co o tym myślisz?
- Nie wiem… Na początku była to cała wielka szopka, a potem ten finał… Zginął ten biedny chłopak, a Prorok zaczął rozsiewać plotki, że Potter i Dumbledore tak bardzo zachłannie poszukują sławy i rozpowiadają, że… że Sam-Wiesz-Kto powrócił.
- Wierzysz w to, co wypisuje Prorok?
- Nie do końca… Od zawsze wypisywano na pierwszych stronach gazet o słynnym Harrym Potterze, ale później okazało się, że to wszystko nie do końca była prawda, a Dumbledore… Nie wierzę, żeby on dla własnego zysku kłamał – pomyślała Dora, czując jak jego magiczne oko śledzi, każdy cal jej twarzy. – Jednak nie chcę, nie potrafię uwierzyć, że on powrócił… Przecież gdyby tak było, Knot musiałby zareagować, a nie reaguje.
- Bo on się boi, Tonks – stwierdził Moody, a jego oko wykręciło fikołka. – Boi się prawdy i konsekwencji, jakie ona za sobą niesie. Udawanie, że nic się nie dzieje jest dla niego wyjątkowo wygodne, a ludzie mu wierzą, bo też się boją. Rozumiesz?
                Ale Tonks nie rozumiała, nie potrafiła zrozumieć, a może tak samo jak Knot bała się zrozumieć. Wojnę pamiętała jak przez mgłę, prawie wcale. Czasami zdarzało się, że przypominała sobie niewiele znaczące szczegóły, smutnych ludzi, opustoszałe ulice, strach rodziców, gdy tylko wychodzili z domu, ale wtedy była zbyt mała, żeby rozumieć to wszystko i żeby przejąć się tym jakoś szczególnie. Nimfadora żyła w świecie pokoju, gdzie nie było złego czarnoksiężnika i jego popleczników i takie życie właśnie jej się podobało. Jednak Dumbledore… On zawsze mówił prawdę.
- Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie: komu wierzysz Knotowi czy Dumbledore’owi?
- To pytanie retoryczne, prawda? Moody, zastanów się! – zawołała, krzyżując ręce na piersi, a policzek aurora drgnął lekko. – Jestem aurorem, pracuję w Ministerstwie i wykonuję polecenia ministra, więc chyba oczywiste jest, komu wierzę. Oczywiście, że Dumbledore’owi! – odpowiedziała pewnie, czując w głębi duszy, że tak właśnie ma być. – Ale co mam teraz robić? Biegać po ministerstwie i rozgłaszać dobrą nowinę?
- Jeżeli mi wierzysz, to miałbym dla ciebie pewną propozycję – oznajmił Moody, a Tonks zmierzyła go zaciekawionym wzrokiem. Ten uśmiechnął się półgębkiem, zadowolony z faktu, że udało mu się ją zaintrygować. – Ale zanim się zdecydujesz się musisz być pewna czy potrafisz zaufać mnie, a przede wszystkim Dumbledore’owi?
- Myślę, że dam radę. Dumbledore nie rzuca słów na wiatr, a ty… - tu Dora się zawahała, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego, ale nie udało jej się wybrnąć z niezręcznej sytuacji: - Ty to ty. Co to za propozycja?
- Zakon Feniksa – szepnął tak cicho, że Tonks zastanowiła się chwilę, czy dobrze zrozumiała. Nagle do jej głowy zaczęły napływać wszystkie informacje, jakie kiedykolwiek spotkała na swojej drodze o tym tajemniczym zgrupowaniu. Nie pamiętała zbyt wielu istotnych szczegółów oprócz tego, że ów Zakon działał w czasie wojny i to właśnie Dumbledore go powołał. – Szczegółów dowiesz się później. Musisz wiedzieć jedynie, że nadal kilku starych, zaufanych członków jest gotowych się poświęcić w walce ze śmierciożercami i Sama –Wiesz -Kim. Jednak potrzebujemy nowej załogi, wiem, że wiąże się z tym ryzyko. Walczymy przeciwko czarnej magii i całemu Ministerstwu.
                Serce Nimfadory biło szybko, naprawdę szybko, a Tonks była świadoma już, o co chodzi. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie była do końca pewna, czy wierzy Moody’emu, a on już chciał zaciągnąć ją w szeregi podziemnej armii. Nie była bojaźliwym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Im więcej ryzyka, tym więcej zabawy. Nie znosiła monotonii i nieznośnej nudy, dlatego od zawsze wiedziała, że nie będzie pracować w żadnym innym departamencie niż w Biurze Aurorów.
- A co, jeżeli się nie zgodzę?
- Jeżeli się nie zgodzisz, będę zmuszony zmodyfikować ci pamięć – oznajmił ze stoickim spokojem, nie spuszczając z niej wzroku, mimo, że magiczne oko kręciło się cały czas dookoła. Dora zastanawiała się czy to dlatego, że się rozgląda, czy też może się zepsuło.
- Nie zrobiłbyś tego! – stwierdziła z wyrzutem, niezbyt pewnie, a Szalonooki spojrzał na nią wymownie. Wiedziała, że gdyby był zmuszony, zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
- Zakon został zwołany ponownie dopiero niecały tydzień temu, jest nas mało, a każda różdżka się liczy. Wiesz, że nie proponuję ci tego bez powodu.
- Moody, nie musisz mnie przekonywać, zgadzam się. Jeżeli ktokolwiek ma tłuc śmierciożercom tyłki, to będę to ja – zapewniła go Nimfadora. - Gdzie i kiedy mam przyjść?
- Twój zapał jest godny podziwu, ale musisz wiedzieć jeszcze jedno – stwierdził, nie dając po sobie poznać, że jest z siebie zadowolony. – Czy wiesz, kim jest Syriusz Black?
                Tonks uśmiechnęła się w duchu. Wątpiła, żeby był człowiek, który nie słyszałby kiedykolwiek o Syriuszu Blacku. Głośno było o nim przez ostatnie dwa lata. Każda wzmianka na jego temat w gazecie, każde zdjęcie, informacja, wszystko to wywoływało u niej uśpione wspomnienia. Westchnęła przeciągle i odpowiedziała:
- Jest moim kuzynem… i śmiem sądzić, że spędził czternaście lat w Azkabanie będąc niewinnym.
- Skąd możesz o tym wiedzieć? Przecież…
- Kiedy skazano Syriusza miałam zaledwie osiem lat, nie rozumiałam, co się dzieje. Mama przyszła do mnie, przytuliła mnie mocno i zapewniła, że Syriusz jest dobry i nikomu nie zrobił krzywdy. Uwierzyłam jej, wierzę do tej pory. – Uśmiechnęła się na wzmiankę o kuzynie. Niewiele miała z nim wspomnień, ale jej mama zawsze zapewniała ją, że Syriusz bardzo ją kochał. Podobno zawsze, gdy tylko znalazł chwilę czasu, przyjeżdżał pod ich dom na swoim warczącym motorze i czytał Tonks bajki na dobranoc. – Mój kuzyn jest niewinny i bardzo dobrze, że udało mu się uciec.
- Jutro jest spotkanie w Kwaterze Głównej, w domu Syriusza – oznajmił Szalonooki, otwierając notes i wyjmując z niego kawałek pergaminu, który podał Tonks. – Schowaj to dobrze. Kiedy już tam będziesz, wypowiedz w myślach to zdanie i najlepiej spal pergamin. To wszystko. Nie trzymam cię dłużej.

                Dora schowała pergamin głęboko w kieszeni swoich spodni i wróciła w końcu do domu, gdzie położyła się zmęczona w wytęsknionym łóżku. Ciągle myślała o rozmowie z Moodym. Już nie miała żadnych wątpliwości, wierzyła w tą okrutną prawdę. Zastanawiała się, jak bardzo zmieni się jej życie, gdy następnego dnia uda się pod adres podany przez Szalonookiego, gdzie ma się odbyć zebranie i okaże się, co z tego wyjdzie. Co ma być to będzie.

3 komentarze:

  1. Ach ta Nimfadora, jestem ciekawa czy poczeka na Billa kolejne pięć lat. Czy moze jednak uderzy do Lupina, jak to było w książce.

    OdpowiedzUsuń
  2. No hej, tu Atria Adara ;) Stwierdziłam że system, którego użyłam w komentarzu po poprzednią notką jednak nie jest wydajny. Najpierw błędy, które znalazłam, opinia na dole ;)
    „Stare deski podłogi pokrywała gruba warstwa kurzu, który był niezwykle widoczny w promieniach słońca, które wpadały do baru przez nieliczne, brudne okienka” - powtórzenia, „który i „które”. Stoły i krzesła były już bardzo zużyte i nie można było stwierdzić, że są wygodne, a na blacie baru widać było okrągłe wytarcia od kubków” - powtórzenia, „były”, „było” i znowu „było”. „...a nawet nikogo nie zainteresował widok dwóch młodych kobiet, siedzących przy jednym ze stolików” - zagubił się przecinek po „zainteresował”. Ucięłam wcześniejszy fragment zdania, ale było to wtrącenie. „Energiczna brunetka rozglądała się, dookoła, co jakiś czas zatrzymując spojrzenie na przechodzącym mężczyźnie, a druga dziewczyna o krótkich, różowych włosach i czarnych oczach rysowała bliżej nieokreślone wzory w grubej warstwie kurzu na stole” - przed „dookoła” należałoby wywalić przecinek. Zaś po „druga dziewczyna” przecinek bym wstawiła.
    „Tak, na przykład takich dziwnych typów jak my… - zaśmiała się Lucky i odrzuciła swoje długie loki i mrugnęła zalotnie do chłopaka, o którym przed chwilą mówiła” - dwa razy pojawia się „i”, więc albo postawić przed drugim z nich przecinek, albo jakoś zastąpić. Raczej zastąpić. „...albo wrócić z inna… albo wrócić i się nie kochać…” - dwie literówki: pierwsza - „wrócić z innA”, druga - „...i Się nie kochać...”. Sądzę, że Bill jest takim typem człowieka, który kocha siebie bez względu na wszystko ;) „Jeśli obiecał, że wróci to wróci” - brakuje przecinka przed „to”. „Odezwę się później. – wzięła swoje rzeczy” - „wzięła” wielką literą w tym wypadku ;) „...i udała się z powrotem do Ministerstwa Magii, gdzie pracowała w Biurze Aurorów. Dora wbiegła do swojego boksu, gdzie siedział jej przyjaciel i partner zawodowy Charles Tomson” - słówko „gdzie” pojawia i w jednym, i w drugim zdaniu. Powtórzenie. „...i powiedziała siadając za swoim biurkiem” - przed „siadając” przecinek. „Ja właśnie skończyłem ostatni. – oznajmił zadowolony z siebie Tomson, a potem zapytał robiąc piękne oczy” - przecinek przed imiesłowami przysłówkowymi. Pisałam o tym pod pierwszym rozdziałem ;) „...trzymając przed sobą stor wypełnionych aktami teczek” - „stor”? Chyba „stos” ;) „- Hej Moody! – zawołała od progu” - po „hej” przecinek. „...bez zbędnych ceregieli, siedzący za biurkiem Szalonooki” - ten przecinek przed „siedzący” niepotrzebny. A następne zdanie również zaczyna się od słowa „Szalonooki”. „...a lewe oko zastąpił sztucznym, magicznym, wprawiających wszystkich w dyskomfort, niebieskim ślepiem” - „wprawiającym w dyskomfort”. Literówka. „Jego stara twarz pokryta była licznymi bliznami i bruzdami, a także nie mógł się pochwalić całym nosem, a tylko jego częścią” - trochę mi nie pasuje stylistyka części o całym nosie. Nie lepiej: „nie mógł się także pochwalić całym nosem, lecz tylko jego częścią”? „Alastor Moody był najlepszy w swoim fachu, potrafił wywęszyć spisek na kilometr, ale niestety według licznych zapewnieni popadł już w lekką paranoję. Tonks odłożyła teczki w miejscu, gdzie nakazał jej Moody” - primo: przecinek przed i po „niestety”, bo to wtrącenie. Secundo: jest „zapewnieni” zamiast „zapewnień”. Tertio: powtórzenie „Moody”. „...odrywając się na chwile od studiowanych dokumentów” - ja wiem, że on się pewnie oderwał na kilka chwil, ale mimo wszystko zapisujemy „na chwilĘ” ;) „...zauważyła błyskotliwie Dora.- Ale słyszałam o nim i o tym, co się stało” - zagubiła się spacja po myślniku. „Na początku był ta cała wielka szopka” - „szopka” to rodzaj żeński, więc „był” średnio pasuje ;) „...a jego oko wykręciła fikołka” - „wykręciłO”. „- Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie: Komu wierzysz Knotowi czy Dumbledore’owi?” - a czemu „komu” jest tu wielką literą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Moody zastanów się! – zawołała, krzyżując ręce na piersi, a policzek aurora drgnął lekko. – Jestem aurorem, pracują w Ministerstwie” - po „Moody” przecinek, a Tonks zaczyna mówić o sobie w liczbie mnogiej. Jest aurorem i „pracują”? ;) „...oznajmi Moody” - zagubiło się „ł”. „...tu zawahała się Dora” - poprawnie: „tu Dora zawahała się”. „...że Tonks zastanowiła się chwilę czy dobrze” - przecinek po „chwilę”. „...że ów zakon działał...” - w tym wypadku „Zakon” wielką literą. „...zaufanych członków jest gotowa się poświęcić w walce ze śmierciożercami i Sama-Wiesz-Kim” - po pierwsze, literówka. „Zaufanych członków jest gotowYCH”. „Serce Nimfadory było szybko” - biło. „Nie była do końca pewna czy wierzy Moody’emu” - przecinek przed „czy”. „- A co jeżeli się nie zgodzę?” - przecinek po „co”. „mimo że magiczne oko kręciło się cały czas dookoła” - przecinek po „mimo”. „Jeżeli ktokolwiek ma tłuc śmierciożercom tyłki to będę to ja. – zapewniła go Nimfadora” - przecinek po „tyłki”. „Wątpiła, żeby był człowiek, który kiedykolwiek nie słyszałby o Syriuszu Blacku” - styl tego zdania nieco kuleje. Lepiej: „wątpiła, żeby był człowiek, który nie słyszałby kiedykolwiek o Syriuszu Blacku”. „- Kiedy skazano Syriusza miałam zaledwie osiem lat, nie rozumiała, co się dzieje” - znów daje o sobie znać zwyczaj mówienia w trzeciej osobie? „Nie rozumiałaM”. „Moody’m” - bez apostrofu! Moodym, Harrym, bez apostrofu! „Zastanawiała się jak bardzo zmieni się jej życie, gdy następnego dnia uda się pod adres podany przez Szalonookiego, gdzie ma się odbyć zebranie i okaże się, co z tego wyjdzie” - przecinek po „zastanawiała się”.
      I w tym rozdziale pojawiają się kropki na końcu ostatniego zdania kwestii, a później myślnik i „pomyślała...”. I ten błąd prawdopodobnie będzie się przewijał, więc nie będę go wytykać przy każdym rozdziale. Ale jest.
      Między czasem akcji duży przeskok czasu, aż pięć lat. Zaczyna się akcja piątego tomu. Z komentarzy pod aktualnym rozdziałem wiem, że opisanie całego roku zajęło ci sto rozdziałów. Gratulacje. W życiu nie umiałabym aż tak rozwinąć jednego roku!
      Notka przyjemna, ciągle wprowadzająca, bo Tonks jeszcze prawnie nie należy do Zakonu. Zdanie, w którym Tonks mówi, że ufa Dumbledore'owi, jest świetne ;) Nie mogę się doczekać twoich dalszych pomysłów. Sporo lektury przede mną. Ale twój styl nie męczy i naprawdę jestem ciekawa co będzie dalej, więc może nawet uporam się z tym opowiadaniem do końca wakacji? Kto wie?
      Tylko w dwóch częściach i z pozdrowieniami, AA.

      Usuń