10.03.2024

156) Nocne tragedie

 Kiedy Szalonooki Moody po raz tysięczny powtarzał kadetom albo członkom Zakonu Feniksa swoje życiowe motto - stała czujność, wszyscy wywracali oczami, uznając to za objaw jego domniemanej paranoi. Może mówił to zbyt często i ten tekst stał się już zbyt oklepany, a może podejście do tej czujności wynikało z nikłego doświadczenia, jakim mogli się pochwalić w porównaniu z Szalonookim… 

Remus doskonale pamiętał, jak za czasów pierwszej wojny Syriusz i James narzekali na gadaniny Moody’ego. On sam wtórował im w żartobliwych komentarzach, ale jednak wszyscy Huncwoci wpatrywali się w Szalonookiego, który jeszcze wtedy Szalonookim nie był, z nieskrywanym podziwem. James nawet poprzysiągł sobie, że przebije Moody’ego i doprowadzi do Azkabanu więcej śmierciożerców niż on. Jednak, gdy znów słyszeli stała czujność, coś się w nich gotowało… 

To była młoda krew, która wrzała, mimo całej racjonalności. Wtedy wydawało im się, że mogą zbawić świat tylko swoimi chęciami, że żaden śmierciożerca nie jest w stanie ich pokonać, a śmierć jeszcze długo nie spojrzy im w oczy. 

To była naiwność… 

2.03.2024

155) Uczucie ukojenia

 Gdy ucichł płacz, na nowo pojawiła się cisza, ale zupełnie inna od poprzedniej. Tym razem choć wciąż pełna smutku i żalu, była znacznie spokojniejsza, jakby swoją obecnością chciała zapewnić, że gdy ona przeminie, przyjdzie wyczekiwane ukojenie. 

Wrócili do domu, a za oknami już zapadł wieczór. Tonks nie miała pojęcia, co teraz ze sobą począć. Co mogłaby zrobić? Wszystko wydawało się bezsensowne. Co prawda, pochowali tatę, ale nie wyobrażała sobie, żeby mogła zrobić coś prozaicznego… Tak od razu przejść do normalnego porządku dnia, jakby nic się nie stało. Poczuła to jeszcze bardziej, gdy stanęła pośrodku milczącego salonu. Wspomnienie ostatnich dni z tatą wciąż było zbyt żywe, zbyt bolesne. 

— Chyba nie chcę tu być…

24.02.2024

154) Sztuka pożegnania

Często mam problem z pisaniem posłowia do rozdziałów. W sumie mogę powiedzieć, że nie za bardzo to w ogóle lubię. Dlatego zdarza się, że puszczam publikację bez własnego komentarza. Ale zdarzają się też rozdziały, gdzie nie wyobrażam sobie, by po ostatnim zdaniu pojawiło się coś jeszcze. To jest właśnie taki rozdział. 

Po ostatnim, gdzie dowiedzieliśmy się o nieuchronnej śmierci Teda, nadszedł czas na jego pożegnanie. Temat niewyobrażalnie trudny, bo każdy z nas chyba zmierzył się kiedyś ze stratą bliskiej osoby. Każdy przeżywa to na swój sposób i mnie również ciężko było opisać perspektywę naszych bohaterów. Sama chyba nie miałam sił by rozgrzebywać ich uczucia szczegółowo. Tak samo nie czułam się na siłach, żeby opisać bezpośredni moment, w którym Remus informuje Tonks o śmierci jej taty, chociaż w założeniu miał pojawić się na koniec poprzedniego rozdziału. 

Mimo tego mam nadzieję, że uda Wam się odczuć całą gamę emocji, które towarzyszą naszym postaciom, które muszą zmierzyć się z bitwą gorszą niż niejedna walka, którą przeżyli. A my w tym (ale także i w następnym) rozdziale będziemy im towarzyszyć ♥

Cały ich dom spowił mrok. Nieprzenikniony i tak gęsty, że dusił ich wszystkich, wyciskając nawet najmniejsze tchnienie. Odbierał im życie… A powodem tego wszystkiego był nieproszony gość, którego nie chcieli wpuszczać. W ich progach miał zawitać ktoś inny, a nawiedziła ich śmierć. 

Wdarła się, chociaż oni od kilku lat próbowali jej unikać, zgubić jej trop, a ona i tak koniec końców miała odnaleźć drogę do nich wszystkich. Była na tyle okrutna, że znęcała się nad nimi, wyrywając z ich życia ogromny fragment, który w ich organicznej rodzinie był dużym kawałkiem serca. Odbierając go, pokruszyła serce każdego z nich na milion kawałków, z rozkoszą obserwując ich nieudolne próby łatania najważniejszego z organów, a robili to w takt bezlitosnych słów…

Ted Tonks nie żyje…

12.02.2024

153) Ostatni powrót do domu

Nimfadora siedziała przy stole, który uprzednio ustawiła jeszcze bardziej na środku salonu, tak że schodząc po schodach można się było na niego natknąć. Zrobiła to po to, żeby mieć idealny widok na drzwi wejściowe. Było to być może naiwne, bo przecież Remus dopiero trzeci dzień szukał jej ojca i poprzednie dwa z bólem serca wracał, mówiąc, że znalazł trop i ma pewność, że Ted był w miejscu, w którym go szukał, ale zdążył się już przenieść. Nimfadora zapewniała go, że nic nie szkodzi, że poczeka jeszcze chwilę i Remus ma przede wszystkim dbać o swoje bezpieczeństwo, a jej tata i tak swoje usłyszy, gdy już wróci. Obiecała, że nie oszczędzi mu zgryźliwych uwag oraz dosadnych słów opisujących jego lekkomyślnego działania. Lupinowie jednak oboje wiedzieli, że gdy Ted Tonks pojawi się z powrotem w domu, nikt nie będzie już pamiętał o tym co złe…