10.26.2013

5) Pierwsza kłótnia z teściową

                   Zebranie Zakonu Feniksa nie było, tak jak Tonks się tego spodziewała, zbytnio fascynujące. Moody opowiadał o wszystkim, co przekazał mu Dumbledore, o Turnieju Trójmagicznym, o tym, jak to wyglądało w czasie pierwszej wojny, a także o tym, co oni mogliby zrobić z zaistniałą, beznadziejną sytuacją. Nimfadora słuchała tego, próbując zapamiętać każdy szczegół, ale wszystko co wydarzyło się tego dnia tak ją rozpraszało, że trudno było jej się skupić. Przyglądała się każdej obecnej osobie, chcąc jak najwięcej wyczytać z ich twarzy. Każdy z nich wydawał się inny, a Dora chciała poznać wszystkich jak najlepiej. Po posiedzeniu Szalonooki zniknął od razu, tłumacząc się, że on nie ma czasu na przyjacielskie rozmowy, póki nie uspokoi się sytuacja. Emmelina, Dedalus oraz Elfias również nie zabawili z nimi długo, kolejno opuszczając Kwaterę Główną, a każdy z nich zapewniał matkę Billa, że mają bardzo pilne sprawy do załatwienia. Poważna atmosfera wyparowała i ustąpiła miejsca przyjacielskim rozmową, żartom i miłym pogawędkom. Bill rozmawiał o czymś ze swoim ojcem, ponieważ Tonks w tym samym momencie była bardziej zaintrygowana swoim kuzynem. Siedziała między Syriuszem, a Remusem Lupinem i nadrabiała stracony czas. Z początku rozmowa nie kleiła się, ale z każdą minioną sekundą bariera, która między nimi była, ta cienka warstwa niepewności, wszystko to zanikało. Syriusz, wbrew jej obawom, ciągle był uśmiechnięty i żartował ze wszystkiego i wszystkich. Chociaż nie mogła powiedzieć, że Azkaban nie pozostawił na nim jakichkolwiek śladów. Black starał się okazywać wszystkim swoje najlepsze cechy, jednak Tonks nie wierzyła swojej naiwności i dobrze wiedziała, że to jedynie mniej lub bardziej prawdziwa maska, za którą próbował ukryć wszelkie emocje, które mogły go uczynić słabszym. Również jego przyjaciel Remus, który cały czas pogodnie gawędził z nimi, sprawiał wrażenie nieco zmęczonego, a jego uśmiech wyglądał na wymuszony. Oboje cierpliwie odpowiadali na pytania Dory, która uwydatniła swoją wścibską naturę. Tonks dowiedziała się w ciągu ich krótkiej rozmowy, że ten obskurny dom, w którym aktualnie się znajdowali należał do Starożytnego i Szlachetnego Rodu Blacków, a Syriusz, jako ostatni męski potomek, udostępnił go na użytek Zakonu. Jej kuzyn opowiedział jej o przyjaźni Huncwotów, o tym jak uciekł do Jamesa Pottera, o licznych kłótniach z rodziną, o tym jak oni gardzili nim, a on gardzi wszystkim tym, co jest z nimi związane. Remus opowiedział jej też o zakończeniu ostatniej wojny, śmierci Potterów, a także zdradzie Petera Pettigrew, która rzucała jasne światło na całą tą sprawę. Opowiedzieli jej również o Zakonie Feniksa. Okazało się, że Syriusz nie mieszka sam w Kwaterze, ponieważ Lupin jest jego współlokatorem, a cała rodzina Weasleyów również w niej pomieszkuje od początku wakacji i pomaga im doprowadzić cały dom do porządku.
- Co słychać u Andromedy? – zapytał Syriusz, kiedy Tonks wykorzystała już swój limit pytań. – Pewnie nie była zachwycona tym, że dołączyłaś do Zakonu, prawda?
- Naprawdę myślisz, że jej powiedziałam? – spojrzała na niego wymownie, a potem dodała. – Zabiłaby mnie, gdyby się dowiedziała.
- Bardzo prawdopodobne, ale ja za to strasznie się z tego cieszę. – Uśmiechnął się do niej Black.
- To oczywiste, że skoro się dowiedziałam o istnieniu Zakonu, to natychmiast się przyłączyłam – stwierdziła od razu Tonks i odwzajemniła uśmiech. Odrzuciła z czoła fioletowe włosy i zwróciła się do Lupina: – Remusie, w końcu mi nie powiedziałeś… Dlaczego Lunatyk?
- No wiesz, ja… - odchrząknął i wyprostował się zakłopotany. – Ja nie opanowałem zdolności animagii, bo widzisz ja… lunatykowałem. Stąd moje szkolne przezwisko.
- Doprawdy? – zdziwiła się Nimfadora, spoglądając na Remusa z niedowierzaniem. Rzuciła pytające spojrzenie Syriuszowi, a on jedynie wzruszył ramionami. – Nie chce mi się wierzyć, że Syriuszowi się udało, a tobie nie.
- Ja starałem się nie łamać tak nachalnie regulaminu – wyjaśnił Lupin.
- No właśnie, chętnie posłucham o waszych szkolnych dowcipach. – Uśmiechnęła się ciekawska Tonks, a Remus od razu odpowiedział, odwzajemniając gest:
- Jak tylko nas odwiedzisz to, ci opowiemy.
- Myślisz, że będę tutaj tylko na zebraniach? Jeżeli tak, to się mylisz. Będę odwiedzać was codziennie! – zawołała entuzjastycznie na co Remus uśmiechnął się, a jej kuzyn zaśmiał się wesoło. Tonks zauważyła, że jego śmiech do złudzenia przypomina szczekanie psa i stwierdziła, że psią naturę ma we krwi. Jednak zza jej pleców odezwał się niski głos:
- Nie zapomnij, że musisz pracować, Tonks.
- Ach tak? Z tobą Kingsley, to ja muszę sobie pogadać! – Odwróciła się do ciemnoskórego mężczyzny. Kingsley Shacklebolt był potężnym facetem o łysej głowie i charakterystycznym, złotym kolczyku w lewym uchu. Dora nie mogła się pochwalić, żeby znała go dobrze, ale niejednokrotnie ze sobą rozmawiali w trakcie przerw w służbie. Tonks spojrzała na znajomego złowrogo i zapytała z wyrzutem: - Jak śmiałeś mi nie powiedzieć o Zakonie? Widywaliśmy się codziennie w ministerstwie, a ty nic! Zero, kompletna cisza! Nie pomyślałeś, że i ja się przydam, że pomogę?
- Sam nie wiedziałem do niedawna. I uwierz mi, mam więcej do zarzucenia Szalonookiemu. To ja tu prowadzę  sprawę Syriusza, ja go ścigam po całym świecie, a on tu sobie siedzi tuż pod moim nosem – powiedział na wpół roześmiany i rozgniewany. Tonks musiała mu niechętnie przyznać rację. Kingsley przez dwa lata zajmował się pościgiem Syriusza, poświęcał temu cały swój czas i serce – był temu całkowicie oddany. Uśmiechnął się, ukazując białe zęby, i rozkładając ręce w poddańczym geście. – To co, nadal będziesz się wściekać?
- Oczywiście, że tak – stwierdziła ze stanowczą miną, ale od razu roześmiała się. Kingsley pokręcił głową, a następnie pożegnał się i opuścił Kwaterę Główną. Tonks odnalazła Billa, który przestał już rozmawiać ze swoim ojcem i przytuliła się do niego, wdychając jego zapach.
- Zostaniesz na obiad?
- Bardzo chętnie, jestem w stanie zjeść hipogryfa z kopytami. Poza tym nigdzie mi się nie śpieszy – powiedziała, a on pocałował ją w policzek.
- Czyli mam rozumieć, że pomożesz nam sprzątać, moja droga? – zapytał pan Weasley, uśmiechając się zachęcająco do Nimfadory.
- Bo ty akurat sprzątasz, Arturze – fuknęła jego żona, na co tylko szerzej się uśmiechnął. – Ale to prawda, przyda się jeszcze jedna różdżka do pomocy. Bylibyśmy ci bardzo wdzięczni, Tonks.
                   Nimfadora pokiwała ochoczo głową i uśmiechnęła się najpiękniej jak tylko potrafiła do pani Weasley, ale ta nie odwzajemniła gestu. Bill pociągnął ją do stołu, gdzie oboje usiedli i trzymając się za ręce, przytulali się do siebie. Tonks jednak nie odwracała wzroku od matki ukochanego. Miała wrażenie, że nie polubiła jej chyba za bardzo. Spojrzała na Artura Weasleya, który w przeciwieństwie do swojej żony, od samego początku okazywał Dorzę sympatie.
- Czemu tak zmarkotniałaś, Tonks? – spytał Bill, przytulając ją mocniej, ale Tonks nie zdążyła odpowiedzieć, bo rudy chłopak, który właśnie wszedł do kuchni, zawołał głośno:
- Czy dobrze usłyszałem?!
- Czyżby panna Tonks zaszczyciła nasze skromne progi? – dodał drugi chłopak, identyczny jak brat.
- Czyżby tak – odpowiedziała Dora z rozbawieniem i przyjrzała się dwóm urwisom, których pamiętała jeszcze ze szkoły. Nie wyglądali jak ci dwaj drugoklasiści, z obliczeń Tonks wynikałoby, że są już pełnoletni i w tym roku skończą swoją edukację. Oboje byli jak dwie krople wody, rude włosy, brązowe oczy, piegi na całej twarzy. Byli wyżsi od Nimfadory, ale z pewnością znacznie niżsi niż Bill. Gdyby minęła ich na ulicy, pewnie by ich nie rozpoznała. – Fred? George?
- Tonks! – zawyli zgodnie bliźniacy i rzucili się na nią.
- Merlinie, tak długo was nie widziałam! Strasznie wyrośliście – mówiła, przytulając każdego z osobna. – Słyszałam, że narobiliście niezłych szkód w Hogwarcie.
- Muszę ci powiedzieć, Tonks, że strasznie wyładniałaś! – powiedział Fred, uśmiechając się do niej zalotnie. Jego brat wykonał identyczny gest i dodał:
- Zgadzam się z tobą w stu procentach, Fred.
- Hola, hola! Chłopaki, ona jest moja! – powiedział Bill z ledwo ukrywanym rozbawieniem, pociągnął ją na swoje kolana i pocałował czule w usta. Tonks oddała pocałunek, a kątem oka zauważyła, że Fred i George udają, że wymiotują.
- Może pomogę pani? – zapytała uprzejmie Tonks, wstając z miejsca i podchodząc do matki Billa, która już od dłuższej chwili krzątała się przy kuchence, wykonując różdżką kolejne ruchy.
- Nie trzeba – stwierdziła natychmiast Molly Weasley, ale od razu przywołała nieco wymuszony uśmiech na twarz i dodała: - Usiądź sobie i poczekaj.
- Mamo, muszę ci powiedzieć, że Tonks i Ginny są bardzo podobne – zaczął Bill, przygarniając do siebie zawiedzioną Nimfadorę. Pani Weasley spojrzała na niego przelotnie, ale nie okazała żadnych oznak zaciekawienia, jednak jej syn kontynuował dalej: - Tak samo zabawne, zaradne, zadziorne, uparte, no i przede wszystkim, tak samo piękne.
- Bill, przestań, bo zaczynam widzieć w małej Ginny konkurencję – stwierdziła obrażonym tonem Tonks, a wszyscy zebrani, za wyjątkiem pani Weasley, zaśmiali się wesoło. Tonks przyjrzała się swojemu ukochanemu i jego dwóm braciom. – A tak właściwie, to gdzie reszta? Charlie jest w Rumunii, ale nie widzę tu Rona, Ginny i Percy’ego. – na dźwięk ostatniego imienia w kuchni zapadła głucha cisza, przerwana jedynie przeraźliwym trzaskiem upuszczonego przez panią Weasley talerza. – Powiedziałam coś nie tak?
- Nie, Tonks – zapewnił ją natychmiast Bill, ale Dora wiedziała, że coś jest nie tak. – Widzisz, Percy to ostatnio temat tabu, bo on…- westchnął i pokręcił głową, a bliźniacy dokończyli za niego.
- Percy to nadęty… - zaczął Fred.
- …paskudny… - kontynuował George.
- …zapatrzony ślepo w Knota…
- …zadufany w sobie…
-…dupek…
-…zdrajca własnej rodziny…
-… półgłówek! – wycedził przez zaciśnięte zęby Fred, wyglądając razem z George’em jakby zaraz mieli wybuchnąć ze wściekłości.
- Przestańcie! – zawołała pani Weasley zbolałym głosem, a Tonks zorientowała się, że kobieta płacze. Z jej brązowych, przeszklonych oczy ciekły łzy, spływając po pulchnych policzkach, a całe ciało trzęsło się od szlochu. – On… on nie wie co robi…
- Percy, po tym jak Dumbledore publicznie poparł Harry’ego i ogłosił, że Sama-Wiesz-Kto wrócił, postąpił tak samo jak Knot. Pokłócił się z tatą, przy okazji mówiąc kilka niepotrzebnych rzeczy, wyprowadził się z Nory – wytłumaczył Bill i spojrzał na swoich rodziców. Jego matka wypłakiwała się w ramię męża, który był wyjątkowo blady i zaciskał mocno żuchwę jakby był wściekły. Bliźniacy wymienili między sobą ponure spojrzenie, tak samo jak Lupin z Syriuszem. Tonks zrobiło się strasznie głupio.
- Przepraszam, ale… ja nie chciałam. Przykro mi.
- Nie szkodzi, nie wiedziałaś – pocieszył ją Bill, ale Tonks doskonale widziała, że szkodzi. Pani Weasley rzucała w jej stronę ukradkowe spojrzenia pełne wyrzutu. Tonks wtuliła się w Billa, unikając karcącego wzroku jego matki. Molly Weasley potrzebowała dłuższej chwili na uspokojenie się, a kiedy już się opanowała, wyszła z kuchni i udała się po dwójkę swoich najmłodszych dzieci. Bill przedstawił ich sobie natychmiast. Ron był wysokim chłopakiem o długich nogach i równie długich rękach. Odziedziczył też typowo weasleyowskie cechy – piegi, niebieskie oczy oraz rude włosy. Przywitał się grzecznie z Tonks i usiadł koło swoich braci. Natomiast Ginny była bardzo podobna do swojej mamy, miała brązowe oczy i intensywne rude włosy, a także wyjątkowo ujmujący uśmiech i w przeciwieństwie do swojego starszego brata, była wyjątkowo zainteresowana Tonks.
- Naprawdę masz na imię Tonks? – spytała siadając koło Dory, podczas gdy jej matka nalewała wszystkim po kolei do misek zupę cebulową.
- Nie, mam na imię Nimfadora, niestety… Nie znoszę tego imienia, nie wiem za jakie grzechy mama mnie nim ukarała – stwierdziła Tonks, garbiąc się z dziwną miną, co wywołało u Ginny wielki uśmiech na twarzy.
- Przesadzasz, jest ładne, takie niezwykłe! Tak samo jak twoje włosy – westchnęła panna Weasley, przyglądając się fioletowej czuprynie Dory z zachwytem. – Mamoo, mogę przefarbować włosy?!
- Nawet nie próbuj o tym myśleć! – zawołała pani Weasley i pogładziła swoją jedyną córkę po głowie z czułością. – Ginny, masz takie ładne włosy…
- Ale ja chcę fioletowe, a nie rude – mruknęła niezadowolona i przybrała buntowniczą pozę, co wywołało śmiech wśród zebranych. Kiedy salwa śmiechu ustała, Remus ze spokojem powiedział:
- Zrozum Ginny, Tonks jest metamorfomagiem. – Ginny otworzyła szeroko oczy i wlepiając je w Nimfadorę, zaczęła błagać ją żeby pokazała coś ze swoim wyglądem.
- Ale co mam zrobić? – spytała zakłopotana. Nie dała się jednak długo namawiać, nabrała powietrze w usta i zamknęła oczy. Na miejscu jej lekko zadartego nosa i ust pojawił się świński ryjek i Tonks zaczęła chrumkać jak mały prosiaczek.
- Cudownie! – zawołała uradowana Ginny, klaszcząc w ręce, podczas gdy wszyscy zebrani płakali już ze śmiechu. Tonks potrząsnęła głową i wróciła do pierwotnej postaci. Podczas obiadu Tonks szczebiotała wesoło z małą Weasleyówną, rozmawiając o najróżniejszych sprawach, o ulubionych przedmiotach w Hogwarcie, quiddichu, studiach aurorskich. W końcu Ginny zawołała wesoło: - Bill nie mógł trafić lepiej! Kiedy się pobierzecie? Oczywiście będę druhną. Ile chcecie mieć dzieci? – zasypała ich krępującymi pytaniami. Tonks i Bill spojrzeli na siebie rozbawieni, ale zanim którekolwiek z nich zdążyło coś powiedzieć, odezwała się pani Weasley.
- Ginny! Bill i Tonks z pewnością nie myślą ani o ślubie, ani o dzieciach! – zawołała wstrząśnięta. Kiedy każdy zjadł już obiad, który był wyjątkowo smaczny, mama Billa zadecydowała, że czas zacząć doprowadzać ten dom do porządku. Pani Weasley jednym machnięciem różdżki przywołała wiadra z wodą, a także gumowe rękawice, ścierki i środki z detergentami. – Cała kuchnia i spiżarnia są czyste, ale ten hol ciągle straszy. Fred, George zajmijcie się nim, tylko proszę nie bądźcie cicho… Ja z Ginny i Ronem zajmiemy się salonem na pierwszym piętrze, ty, Remusie mógłbyś zając się tą biblioteką, jest tam pełno kurzu. Syriusz posprząta klatkę schodową, a Bill z Tonks wyczyścicie sypialnię na drugim piętrze – wydawała rozkazy, wręczając każdemu niezbędnik sprzątaczki. Każda grupa z niewielkim entuzjazmem udała się na wyznaczone pozycje. Kwatera Główna była czteropiętrowym budynkiem o niezliczonej liczbie pokoi i skrytych zakamarkach. Do piwnicy podobno nikt od dawna nie chodził, chociaż Tonks podejrzewała, że Syriusz chowa tam coś czego nie chciał pokazać pani Weasley. Parter, nie licząc podłużnego holu i klatki schodowej prowadzącej na górę, składał się z kuchni, niewielkiej spiżarni i kilku wnęk. Obszerny salon, niewielka biblioteka, dwie sypialnie i czynna toaleta mieściły się na pierwszym piętrze, a pokój, który Tonks i Bill mieli sprzątać, na drugim. Kiedy para weszła do pokoju, Bill od razu zamknął drzwi.
- Nareszcie sami – stwierdził i objął Tonks w pasie. Nimfadora rozejrzała się po zakurzonym pokoju. Jeżeli myślała, że u niej jest bałagan, to się zdecydowanie myliła. Zielona wzorzysta tapeta odpadała płatami ze ściany, a jedynymi rzeczami, które ją jeszcze przytrzymywały były zdobione, hebanowe meble. Kiedy Tonks zrobiła krok w stronę Billa, spod jej stóp wzbiły się w powietrze kłęby kurzu.
- Masz uroczą rodzinę – powiedziała, zarzucając mu ręce na szyję.
- To ty jesteś urocza – odpowiedział, całując ją delikatnie po szyi.
- Bill, mieliśmy sprzątać – spróbowała przywołać do porządku swojego chłopaka, ale sama nie chciała przerywać tej chwili. Bill również zapomniał już całkowicie o zadaniu, które wyznaczyła im jego matka, całą przestrzeń w jego głowie zajmowała Tonks. Myślał tylko o niej, jej czarnych oczach, delikatnych ustach, jej ciele… pięknym, zgrabnym, jędrnym, dla niego idealnym!
- Bałagan nie zając, nie ucieknie – stwierdził, mrucząc jej do ucha i pchnął ją delikatnie na łóżko. Kiedy Dora opadła na stary materac, warstwa kurzu pokrywająca go wzbiła się w powietrze. Bill pochylił się nad nią i pocałował. Jeden pocałunek, drugi, trzeci… aż w końcu ich języki splotły się na dobre w namiętnym tańcu, a oddechy stały się płytsze. Ręce Billa powędrowały pod bluzkę Tonks, której ciało pokryła gęsia skórka i spragniona swojego ukochanego, zdjęła z niego koszulę. Weasley nie pozostawał jej dłużny, szybko uporał się z jej ciasną bluzeczką, rzucając ją gdzieś w kąt. Oderwał się od jej ust i skupił się na jej szyi, żeby powoli schodzić coraz niżej i niżej. Tonks westchnęła z zachwytu. Warto było czekać pięć długich lat na ukochanego, który sprawiał, że była najszczęśliwszą osobą na świecie.
                   W momencie gdy Bill, otumaniony widokiem Nimfadory, miał zedrzeć ze swojej ukochanej koronkowy stanik, w drzwiach pokoju pojawiła się Molly Weasley, trzymająca w ręku tacę z kanapkami i herbatą. Stwierdziła, że jej najstarszy syn i jego dziewczyna zgłodnieli podczas ciężkiej pracy… Chociaż nie, zarządziła przerwę w pracy i przygotowała podwieczorek dla wszystkich tylko po to, żeby mieć pretekst i zajrzeć do swojego pierworodnego. Nie ufała tej dziewczynie, która pojawiła się znikąd i zagarnęła Billa, Ginny i bliźniaków dla siebie. Chciała tam przyjść i uspokoić swoje poszarpane nerwy, ale nie spodziewała się tego co zobaczyła, gdy weszła do pokoju. Na łóżku, wśród tumanów kurzu, leżała półnaga Tonks, która za sprawą Billa w niekompletnym ubiorze, jęczała z zachwytu, gdy ten całował jej ciało.
- Bill! – krzyk wydarł się z jej gardła niepostrzeżenie, że ją samą przestraszył, co spotęgował huk upadającej tacy, który rozniósł się po pokoju. Bill i Tonks jak na komendę skończyli swoje pieszczoty i nie zmieniając pozycji, spojrzeli z przerażeniem na panią Weasley. Molly przyglądała im się chwilę z przyśpieszonym oddechem i wybiegła z pokoju, pozostawiając roztrzaskany podwieczorek na podłodze. Bill zawołał za nią i spojrzał na przerażoną Nimfadorę. Podał jej w pośpiechu swoją koszulę i oboje ruszyli z miejsca. Dora zarzuciła na siebie koszulę i zapięła guziki byle jak. Jeszcze zanim wbiegli do kuchni słyszeli krzyki pani Weasley i uspokajającego ją męża.
- Kochanie, spokojnie. Co się stało? – spytał ją, kładąc ręce na ramionach żony. I spoglądając na wszystkich zgromadzonych. Każdy, za wyjątkiem Syriusza, który wydawał się być niewzruszony całą sytuacją, spoglądał na panią Weasley z niepokojem.
- Co się stało? Ty się jeszcze pytasz co się stało?! – wrzasnęła matka Billa, wyswobadzając się z uścisku męża. – Wiesz co twój syn wyprawia na piętrze?!
- Nie, ale doskonale wiem, że mnie oświecisz – oznajmił spokojnie Artur Weasley i przetarł swoje okulary. Pani Weasley spojrzała na niego kpiąco i stwierdziła:
- Oczywiście, że cię oświecę, z przyjemnością!  Twój pierworodny i jego dziewczyna obmacują się półnadzy! To niedopuszczalne! – ryknęła z histerią w głosie, a Syriusz parsknął śmiechem. W tym samym momencie do kuchni wbiegł Bill z gołym torsem, a tuż za nim Tonks w jego koszuli. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w ich kierunku, Bill podniósł ręce, jakby chciał powstrzymać matkę przed rzuceniem się na Dorę.
- Mamo, posłucha… - zaczął chłopak, ale nie dane mu było skończyć. Jego matka z chęcią mordu w oczach wrzasnęła:
- Nie odzywaj się do mnie! Jesteś za młody na takie rzeczy, a poza tym… Poza tym nie widziałeś tej dziewczyny pięć lat i już wskakujesz z nią do łóżka! – Tonks blada na twarzy jak kartka papieru zaczęła się czerwienić, a jej włosy stały się biała jak śnieg padający zimą. Chciała zapaść się pod ziemię. Wiele razy wyobrażała sobie dzień, w którym pozna rodziców Billa. Miała wtedy zrobić dobre wrażenie, dać się polubić, a tym czasem daje się przyłapać matce ukochanego w jednoznacznej sytuacji, pogarszając swoją sytuację. Nie wiedziała czemu pani Weasley jej nie lubi, ale rozumiała, że to co przed chwilą się stało nie poprawi ich stosunków. Matka Billa wymierzyła w niego palec i wycedziła przez zaciśnięte zęby: - Williamie Arturze Weasley, nie tak cię z ojcem wychowaliśmy! A ty… ty! – zwróciła się tym razem do Tonks, która poczuła jak serce obija się jej o żebra. – Jak mogłaś? Mojego syna! To niedopuszczalne i nigdy… - przerwała jednak w połowie zdania, zauważywszy, że po czerwonych ze wstydu policzkach Tonks spływały mimowolnie łzy. Tonks zaciskała pięści i zęby, była na siebie wściekła. Nie znosiła momentów, w których okazywała słabość. Cały czas starała się panować nad emocjami, a teraz pękła. Chciała uciec, nie pozwolić by ktokolwiek widział ją w takim stanie i zrobiłaby to gdyby nie Bill, który złapał ją i przygarnął do siebie, gładząc białe włosy. Tonks wtuliła się w ukochanego i ukryła twarz.
- Uważam, że przesadziłaś, kochanie – stwierdził pan Weasley, patrząc w oczy swojej żony.
- Ależ Arturze, oni są za młodzi! – oburzyła się kobieta, a jej mąż pokręcił głową z dezaprobatą i stwierdził:
- Są starsi od nas, kiedy pierwszy raz…
- Arturze, nie przy dzieciach! – zawołała matka Billa, rzucając krótkie spojrzenie na wszystkie ze swoich dzieci.
- Jesteś cudowną kobietą, skarbie, ale nie dopuszczasz do siebie jednej myśli… To już nie są dzieci – stwierdził stanowczo.
- Jestem ich matką i nie pozwolę żeby robiły takie rzeczy. Nie dopóki żyję! – zawołała, wskazując na przytuloną parę. Tonks jęknęła prawie niesłyszalnie. Wstydziła się za to wszystko. Ten dzień zaczął się tak dobrze, ale z każdą minutą było coraz gorzej. Teraz miała jeszcze doprowadzić do kłótni małżeńskiej.
- Sama nie byłaś lepsza – oznajmił dosadnie pan Weasley, na co jego żona otworzyła szeroko oczy i usta, a czwórka najmłodszych dzieci i Syriusz z zainteresowaniem spojrzeli na ojca, tylko Remus starał się nie przysłuchiwać całej tej kłótni. – W wieku Billa miałaś już trójkę dzieci! Nie trudno się domyśleć, że żeby je mieć musieliśmy spędzić niejedną noc razem. Nie pierwszą i nie ostatnią! A ty zachowujesz się jakby twój syn miał jedenaście lat i nie dopuszczasz do siebie myśli, że może być z jakąś dziewczyną! Zobacz, przez twoją paranoję ta biedna dziewczyna płacze. – Wskazał na Tonks i posłał jej pokrzepiający uśmiech. Pani Weasley nic nie powiedziała, otwierała usta, ale zamykała je od razu. Wciągnęła spazmatycznie powietrze i wyszła z kuchni z wysoko podniesioną głową.
- To się porobiło… - stwierdził rozbawiony Syriusz, ale Remus od razu go uciszył, za co Tonks była mu wdzięczna. Artur westchnął i usiadł zrezygnowany przy stole.
- Tonks, przepraszam cię za to, nie powinnaś być tego świadkiem. Żadne z was nie powinno.
- To ja przepraszam, gdybym tu nie przyszła to by nie miało miejsca… - stwierdziła Dora, zła na samą siebie.
- Nawet nie próbuj tak mówić. To nie twoja wina – zapewnił ją Bill, widocznie rozdrażniony tym co się przed chwilą wydarzyło. Ginny poparła go i oburzona powiedziała:
- Właśnie, to wina mamy! Nie rozumiem jak ona mogła tak na was nawrzeszczeć. Tata ma rację, mama nie miała dwudziestu lat kiedy urodził się Bill, a na was się wścieka, mimo że nic nie zrobiliście. Przecież możesz być niedługo żoną Billa. Mama chyba chce mieć jakieś wnuki!
- Ginny, przestań. Nie możesz tak mówić, to twoja mama – powiedziała Tonks, przełykając potworną gulę, która wytworzyła się w jej gardle.
- To nie znaczy, że ma zawsze rację – dodał jeden z bliźniaków, ale Nimfadora pokręciła jedynie głową, wyswobodziła się z objęć Billa i podeszła do drzwi.
- Dokąd się wybierasz? – spytał Syriusz, przyglądając się jej z zainteresowaniem. Tonks nie odwróciła się, rzuciła jedynie przez ramię:
- Porozmawiać z nią.
- Odważna jest… - przyznał Ron, spoglądając na nią z uznaniem.
                   Dopiero po wyjściu z dusznej kuchni zauważyła, że ani hol, ani klatka schodowa nie zostały uprzątnięte tak jak nakazała pani Weasley. Nimfadora, powiedziona odgłosem szlochu, znalazła płaczącą matkę Billa w salonie na pierwszym piętrze, skuloną w rogu między starym, niedziałającym już zegarem, a drewnianą komodą. Tonks nic nie mówiąc, usiadła obok niej i objęła nogi ramionami, podciągając je pod brodę. Przez dłuższą chwilę żadna z nich się nie odezwała, grobową ciszę przerywał jedynie szloch pani Weasley i świst wciąganego przez nią nerwowo powietrza. Dora wpatrzyła się w oliwkową tapetę naprzeciwko i westchnęła.
- Pewnie mnie pani nienawidzi – bardziej stwierdziła niż zapytała. Pani Weasley podniosła zdziwiona głowę i przyjrzała się Nimfadorze. – To oczywiste… Nie rozumiałam czemu pani mnie nie lubi, starałam się zrobić dobre wrażenie, ale mi nie wyszło – westchnęła. – Zresztą jak wiele rzeczy. Przeze mnie pokłóciła się pani z mężem. Niepotrzebnie robiłam sobie nadzieję, że mnie pani polubi, nie mam pani tego za złe… Nawet panią rozumiem, nienawidzi mnie pani.
- Dziecko, co ty wygadujesz? To raczej ty powinnaś mnie nienawidzić – stwierdziła pani Weasley, pociągając mocno nosem.
- Dlaczego? Przecież powiedziała pani prawdę. Być może to by było za wcześnie, po prostu daliśmy się ponieść emocjom… Wie pani, że moje przyjaciółki dzień w dzień namawiały mnie, żebym znalazła sobie innego, bo Bill już nie wróci, ale ja czekałam. Pięć lat… - westchnęła Tonks. – Jeszcze w Hogwarcie, tuż przed jego wyjazdem, zaplanowaliśmy, że gdy tylko wróci, przedstawimy sobie swoich rodziców i będziemy razem, na zawsze. Bardzo chciałam zrobić na państwu dobre wrażenie, a tu jak zwykle klapa! Jestem strasznie głupia… - jęknęła żałośnie, bojąc się spojrzeć na matkę Billa.
- Nie mów tak, dziecko – powiedziała zaskoczona nagłym wyznaniem dziewczyny i odruchowo zaczesała biały kosmyk włosów za ucho dziewczyny. – To ja jestem głupia, Artur miał rację. Nie chce mi przejść przez myśl, że w życiu mojego małego synka jest inna kobieta niż ja. Jesteś śliczną, młodą i pozytywną dziewczyną, przepraszam, że tak cię traktowałam. I nie martw się kochanieńka, zrobiłaś fantastyczne wrażenie, w szczególności na Ginny – zapewniła ją pani Weasley, uśmiechając się pocieszająco. Tonks odwzajemniła gest, a jej włosy wróciły do fioletowego koloru. 
- Dziękuję, pani – powiedziała Tonks.
- Nie masz za co dziękować – stwierdziła pani Weasley i dodała jeszcze. – I proszę, mów mi Molly.
                   Tonks dźwignęła się na równe nogi, otrzepała z wszechobecnego kurzu i pomogła wstać Molly. Zeszły ramię w ramię po schodach i udały się w kierunku kuchni. Chociaż żadna z nich nie do końca zapomniała o tym co się wydarzyło tego dnia, postanowiły, że będą starały się żyć tak jakby wszystko co złe między nimi nie miało miejsca. W kuchni zapanował spokój kiedy dwie kobiety weszły do środka i wszyscy spojrzeli na nie wyczekująco, jakby spodziewali się kolejnej kłótni. Tonks podbiegła do ukochanego i Bill pocałował ją czule w usta, a Artur uśmiechnął się na widok swojej żony. Czwórka młodych Weasleyów spoglądała z niedowierzaniem na swoją matkę i jako pierwsza zabrała głos Ginny.
- Mam nadzieję, że zrozumiałaś swój błąd, mamo! – oznajmiła, przeczesując ręką rude włosy, a jej matka spiorunowała ją karcącym spojrzeniem. Tonks wtuliła się w swojego ukochanego, była szczęśliwa. Kiedy wychodziła z domu, nie spodziewała się, że ten dzień może zakończyć się tak dobrze. Jej ukochany wrócił po tak długiej rozłące, odnalazła swojego kuzyna i czuła, że przyczyni się do czegoś dobrego, wstępując do Zakonu Feniksa. Uśmiechnęła się promiennie, spoglądając na zebranych, na swoich nowych przyjaciół.
- A wracając do tematu, że nie byłaś wcale lepsza, to… - zaczął jeden z bliźniaków, uśmiechając się diabelsko.
- Fred, ani słowa! – ostrzegła go matka.
- Jako twoje dzieci mamy prawo wiedzieć jak to się stało, że znaleźliśmy się na tym okropnym, pokręconym świecie… - oznajmił stanowczo drugi, widocznie naśmiewając się z rodzicielki.
- George, ostrzegam!
- Skoro już zaczęliście ten temat wypadałoby wszystko sobie wyjaśnić – stwierdził od niechcenia Ron, a Molly jęknęła:
- Ty też przeciwko mnie?
- Powinnaś nas oświecić – odezwała się Ginny i spoglądając na swoje rodzeństwo, dodała: - Widać, że jesteś bardzo doświadczona, jeżeli chodzi o te sprawy.
- GINNY, JAK MOŻESZ? – krzyknęła wytrącona z równowagi Molly, a młoda panna Weasley wzruszyła ramionami i spytała obojętnie:
 - No co?
- Nigdy nie pytajcie mnie o takie rzeczy! – zakazała, a czwórka rodzeństwa wymieniła zgodne spojrzenia i chórem zawołała:
- Tatoo! – Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet Molly uśmiechnęła się pod nosem.
- Wujek Syriusz wam wszystko wyjaśni – oznajmił uśmiechnięty szeroko Syriusz, na co wszyscy zaczęli się śmiać i tylko Molly zagroziła mu:
- Ani mi się waż Syriuszu!
- Znawca się znalazł – prychnęła rozbawiona Tonks.
- A żebyś wiedziała, słonko – stwierdził dumnie, a Dora podniosła sceptycznie brew. – Siedzisz przy jednym stole z hogwarckim casanową! Nie jedną dziewczynę zbajerowałem.
- Jak widzę, masz wysokie mniemanie o sobie, Syriuszu – stwierdziła Nimfadora ze śmiechem.
- To najszczersza prawda, w siódmej klasie zrobiłem listę wszystkich swoich „przyjaciółek”.  Pamiętasz, Remusie, ile ich było? – spytał, spoglądając na przyjaciela, a Remus westchnął jedynie i wywracając oczami, stwierdził:
- Prawie trzydzieści.
- Dokładnie dwadzieścia osiem – poprawił go Syriusz, podnosząc wysoko głowę i pusząc się jak paw. Tonks parsknęła śmiechem, a wraz z nią Bill, Ginny i Remus, a młodzi Weasleyowie natychmiast zaczęli wypytywać Blacka o te dwadzieścia osiem dziewczyn, na co Molly z oburzeniem zaczęła uciszać synów. Kolejne godziny mijały, a domownicy Kwatery Głównej wraz z Tonks spędzali chwile na żartach i opowieściach przy kremowym piwie. Żadne z nich nie zachowywało się tak, jakby było członkiem tajnej organizacji szykującej się do walki z siłami zła.
- Tonks, kochanieńka, nie zostaniesz na kolacji? – zapytała Molly, przytulając po matczynemu dziewczynę syna, kiedy ta zadecydowała, że już na nią pora.
- Nie, dziękuję Molly. Obiecuję, że jutro wpadnę, ale rodzice pewnie już się martwią – wyjaśniła Nimfadora i przytuliła się do Billa, który szepnął jej na ucho:
- Zostań, wyślij rodzicom wiadomość i zostań… - Tonks pokręciła jedynie głową i pożegnała się z nim w sposób zarezerwowany tylko dla niego. Chciała zostać, ale obawiała się reakcji Molly. Dopiero co pokłóciły się o jej zbliżenie z Billem i nie byłoby rozsądne spędzić z nim noc w jednym pokoju. Pomachała reszcie i wyszła, otoczona ramieniem swojego ukochanego. Byli już przy drzwiach, kiedy Tonks zahaczyła nogą o coś twardego i mimo silnego ramienia Weasleya, runęła na ziemię, przygnieciona tym przedmiotem. Tonks, klnąc w duchu, próbowała zrzucić z siebie coś na kształt nogi trolla, gdy na ścianie nagle rozsunęły się czerwone, podziurawione zasłony, których wcześniej nie zauważyła, zza których spoglądała podobizna starszej kobiety, nabierającej powietrze w usta i wydzierająca się na cały głos:
- Zdrajcy! Szumowiny! Nędzne, plugawe kreatury! Mutanty, potwory! – Bill skrzywił się i zatkał uszy, a Tonks przygwożdżona przez stojak na parasole, spoglądała zszokowana przed siebie. - Jak śmiecie plugawić dom moich ojców! – wrzeszczała kobieta z obrazu. Z kuchni wybiegli Syriusz, Remus oraz Molly, sprowadzeni hałasem, a dzieciaki Weasleyów spoglądały na całą sytuację przez drzwi kuchenne. Kuzyn Tonks razem z Lupinem rzucili się do obrazu, próbując zasłonić go z obu stron. – Jak śmiecie mnie dotykać! Zdrajcy! Mutanty! Jak wam nie wstyd. – Lupin zaparcie ciągnął zasłonę razem z Blackiem. Po chwili nastała cisza równie nagle co rozległ się ten hałas. Obraz został zasłonięty.
- Przepraszam… - mruknęła cicho Dora, wstając z ziemi, trzymając się wyciągniętej dłoni Billa.
- Tonks, miałaś zaszczyt poznać moją ukochaną, uroczą mamę – powiedział z pogardą Syriusz, uśmiechając się ponuro. Nimfadora rzuciła wszystkim pytające spojrzenie.
- Ta kobieta budzi się co najmniej dwa razy dziennie i wyzywa nas od najgorszych. Jej portret został potraktowany zaklęciem Trwałego Przylepca i dlatego jesteśmy zmuszeni mówić szeptem w korytarzu – wyjaśniła cicho Molly. Remus zlustrował ją bacznie wzrokiem i spytał:
- Nic ci nie jest?

- Potknęłam się o ten przeklęty stojak – mruknęła, przesuwając delikatnie i odstawiając nogę trolla na miejsce, spoglądając na nią z obrzydzeniem. – Przepraszam jeszcze raz za to wszystko. – powiedziała skruszona. Po raz kolejny pożegnała się ze wszystkimi i wyszła. Zadowolona z życia i pełna optymistycznej energii, wróciła do domu, nie wiedząc, że tego dnia jej życie zmieniło się na dobre.

3 komentarze:

  1. Hej, tu AA. Mam nadzieję, że te słowa już Cię tak nie przerażają ;)
    „Moody opowiadał o wszystkim co przekazał mu Dumbledore” - przecinek przed „co”. „...o tym jak to wyglądało w czasie pierwszej wojny, a także o tym co oni mogliby zrobić” - przecinek przed „jak” i przed „co”. „Nimfadora słuchała tego wszystkiego, próbując zapamiętać wszystkie szczegóły, ale wszystko co wydarzyło się tego dnia tak ją rozpraszało” - „wszystkiego”, „wszystkie” i „wszystko” w jednym zdaniu. „Przyglądała się każdej obecnej osobie, chcąc jak najwięcej wyczytać z ich twarzy. Każdy z nich wydawał się inny, a Dora chciała poznać każdego jak najlepiej” - każdy, każdy, każdy. „Emelina” - imię Vance miało dwie literki „m”. „Poważna atmosfera wyparowała i ustąpiła miejsce, przyjacielskim rozmową, żartom i miłym pogawędkom” - „miejscA” i bez przecinka po tymże słówku ;) „...bariery, które między nimi była, ta cienka warstwa niepewności, wszystko to zanikało” - najpierw liczba mnoga, a potem końcówka taka, jakby całość miała być w pojedynczej... „...a on gardzi wszystkim tym co jest z nimi związane” - przecinek po „tym”. W całym akapicie zaś jest okropne nagromadzenie słówka „który” we wszystkich możliwych formach ;) „Zabiłaby mnie gdyby się dowiedziała” - przecinek po „mnie”. „To oczywiste, że skoro się dowiedziałam o istnieniu Zakonu, to od razu się przyłączyłam. – stwierdziła od razu Tonks” - dwa razy pojawia się „od razu”. „Jak tylko nas odwiedzisz to ci opowiemy” - przecinek przed „to”. „Będę odwiedzać was codziennie. – zawołała entuzjastycznie” - zawołała? To gdzie wykrzyknik? „Kingsley Shacklebolt potężny facet o łysej głowie i charakterystycznym, złotym kolczyku w lewym uchu” - przecinek przed „potężny”, chociaż zmieniłabym to zdanie na coś w stylu „Kingsley Shacklebolt był potężnym...”. Ten równoważnik-opis nijak mi tu nie pasuje. „Po za tym nigdzie mi się nie śpieszy” – a skąd tu się wzięła spacja między „po” i „za”? „...zona...” - zabrakło kropeczki nad „ż” ;) „...na co tylko się uśmiechnął szerzej” - lepiej brzmiałoby: „na co tylko szerzej się uśmiechnął”. „...Weasley’a, który w przeciwieństwie do swojej żony, od samego początku okazywał Dorze sympatie” - po pierwsze, DorzĘ. Po drugie, czemu Weasley otrzymał apostrof w dopełniaczu? Przecież Weasley jest zakończony literką „y”! Usunąć ten apostrof! „...bo rudy chłopak, który właśnie wszedł do kuchni zawołał głośno: - Czy dobrze usłyszałem?” - przecinek po „kuchni”, no i znów ktoś krzyczy, a wykrzyknika brak! „...dodał drugi chłopak identyczny jak swój brat” - przecinek po „chłopak”, a „swój” jest niepotrzebne. „Chłopaki ona jest moja! – powiedział Bill” - przecinek po „chłopaki”. „...no i przede wszystkim tak samo piękne” - przecinek po „wszystkim”. „Tak właściwie to gdzie reszta?” - subiektywnie wstawiłabym „a” na początek zdania, a obiektywnie przecinek przed „to”. „...przerwana jedynie przeraźliwym trzaskiem upuszczonym przez panią Weasley” - jak pani Weasley mogła upuścić trzask? Zabrakło chyba słówka „talerz”...? „Georgem...” - „e” na końcu imienia George jest nieme, więc poprawna odmiana to „George'em”. „Percy, po tym jak Dumbledore publicznie poparł Harry’ego i ogłosił, że Sama-Wiesz-Kto wrócił, postąpił tak samo jak Knot. Pokłócił się z tatą, przy okazji mówiąc kilka niepotrzebnych rzeczy wyprowadził się z Nory” - przecinek po rzeczy”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „...miała brązowe włosy i intensywne rude włosy” - jak można mieć jednocześnie brązowe i intensywnie rude włosy, co? Chyba miałaś na myśli brązowe oczy...? „...rudę...” - bez ogonka ;) „...płakali już ze śmiechy” - chyba ze „śmiechu” ;) „Parter nie licząc podłużnego holu i klatki schodowej” - przecinek po „parter”.„Obszerny salon, niewielka biblioteka, dwie sypialnie i czynna toaleta mieściły się na pierwszym piętrze, a pokój, który Tonks i Bill mieli sprzątać na drugim” - przecinek po „sprzątać”. No i mają sprzątać jeden pokój, a Molly powiedziała „sypialnie”. Chyba ogonka zabrakło w jej wcześniejszej wypowiedzi, co? „Kiedy para weszła do pokoju Bill od razu zamknął drzwi” - przecinek przed „Bill”. „Jeżeli myślała, że u niej jest bałagan to się zdecydowanie myliła” - przecinek przed „to”. „Zielona wzorzysta tapeta odpadała płatami ze ściany, a jedynymi rzeczami, które je jeszcze przytrzymywały były zdobione, hebanowe meble” - chyba „jedynymi rzeczami, które JĄ jeszcze przytrzymywały...”. „Myślał tylko o nie, jej czarnych oczach...” - chyba zabrakło Ci literki „j”;) „...warstwa kurzy pokrywająca go” - kurzu. „Ręce Bill” - a tu nie ma „a”. „Molly przyglądała im się chwile z przyśpieszonym oddechem” - chwilĘ. „Nie znosiła momentów kiedy okazywała słabość” - a nie lepiej: „Nie znosiła momentów, w których okazywała słabość”? A nawet jeśli nie, to brakuje przecinka przed „kiedy”. „- To ja przepraszam, gdyby tu nie przyszła to by nie miało miejsce…” - chyba „gdybym” i „miejsca”? „przełykając potworną gule, która wytworzyła się w jej gardle” - gulĘ. „...spytał Syriusz, przyglądając się jej z zainteresowanie” - ucięło ci „m”. „Dopiero po wyjściu z dusznej kuchni, zauważyła, że ani hol, ani klatka schodowa nie zostały uprzątnięte tak jak nakazała pani Weasley” - przecinek po „kuchni” niepotrzebny. „...znalazła matkę Billa w salonie na pierwszym piętrze skuloną w rogu między starym, niedziałającym już zegarem, a drewnianą komodą i płakała” - przed „skuloną” przecinek. A zakończenie nijak do tego zdania nie pasuje gramatycznie. „Nie potrzebnie robiłam sobie nadzieję” - „niepotrzebnie” piszemy razem. „ po prostu daliśmy się ponieść emocją…” - emocjOM. „Czwórka młodych Weasleyów spoglądała z niedowierzeniem na swoją matkę i jako pierwsza zabrała głos Ginny” - niedowierzAniem ;) „- Fred ani słowa!” - przecinek po „Fred”. „- GINNY, JAK MOŻESZ? – krzyknęła, wytrącona z równowagi Molly” - przecinek po „krzyknęła” niepotrzebny. „– Siedzisz przy jednym stole z hogwardzkim casanową! Nie jedną dziewczynę zbajerowałem” - hogwarCkim. „- Jak widzę masz wysokie mniemanie o sobie, Syriuszu” - przecinek po „jak widzę”. „Pamiętasz Remusie ile ich było?” - subiektywnie wstawiłabym przecinki przed i po „Remusie”. „Żadne z nich nie zachowywało się tak jakby było członkiem tajnej organizacji szykującej się do walki z siłami zła” - przecinek po „tak”. „Pomachała reszcie i wyszła otoczona ramieniem swojego ukochanego” - przecinek po „wyszła”. „Tonks klnąc w duchu, próbował zrzucić z siebie coś na kształt nogi trolla” - przecinek po „Tonks” i „a” na końcu „próbował” ;) „- Tonks, miałaś zaszczyt poznać moją ukochaną, uroczą mamę. – powiedziała z pogardą Syriusz, uśmiechając się wymuszająco” - primo: wykasować „a” w „powiedziała”. Secundo: nie ma takiego słowa jak wymuszająco. Wiem, o co Ci chodziło, ale takiego słowa po prostu nie ma.
      Rozdział bardzo przyjemny, długi, dobrze się go czyta. Scena kłótni z Molly miejscami naprawdę przekomiczna ;) Cóż więcej mogę powiedzieć? Oby tak dalej ;)
      Chciałam się jeszcze pochwalić, że postanowiłam opublikować jedno ze swoich opowiadań. Jest o Remusie w czasie roku szkolnego 96/97. Wykańczam CSS, więc już w następnym komentarzu podam Ci linka ;)
      Pozdrawiam i przepraszam za spam, AA.

      Usuń